Moje słuszne poglądy na wszystko:)

wtorek, 30.01.2007

Przywracanie patriarchatu

Kategoria wpisu: Kobiety i mężczyźni, Obyczaje, Polityka, Społeczeństwo, Uncategorized — elenoir @ 23:33

Oczywiście nikt nie oczekiwał od obecnie rządzących “polityków” działań zmierzających do widocznej poprawy sytuacji kobiet na rynku pracy ani wdrażania programów zapobiegających ich dyskryminacji. Jednak bez przesady! Oni chcą za marny tysiąc złotych zachęcić kobiety do siedzenia całe życie w domu! Ale od początku.

Już od ładnych paru lat przyrost naturalny mamy bardzo niski. Więc każdy myślący perspektywicznie rząd próbowałby to zmienić.

Dziś w Polsce według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej jest ponad milion rodzin wielodzietnych (troje lub więcej dzieci). Wychowuje się w nich blisko 3,5 mln dzieci. Ale zdaniem polityków rodzin wielodzietnych jest za mało. Posłowie PiS z sejmowej komisji rodziny i praw kobiet będą więc zachęcać rodziców do prokreacji. - Wprowadzimy dla nich ekstra rozwiązania - chwali się poseł Marian Piłka.

Właściwie nie uzasadniają swojego pomysłu właśnie dążeniem do poprawy przyrostu naturalnego (obecny poziom może się skończyć katastrofą - gospodarczą itd.), ale swoim widzimisię, zgodnie z którym rodzina wielodzietna jest z definicji lepsza, bardziej wartościowa niż ta z jednym lub dwojgiem, trojgiem dzieci, albo - o zgrozo! - bezdzietna.

Ale, ale, obiecano jednak nagrody. Dopłaty do przedszkoli? Uelastycznienie ich oferty (w tym godzin pracy zwłaszcza)? Urlop wychowawczy także dla ojców? No skądże.

Warunek jest jeden. Rodzina musi mieć najmniej czwórkę dzieci, pracującego ojca i matkę pozostającą w domu, wychowującą swoje pociechy. I to za spełnienie tych kryteriów czeka nagroda. Poseł Marian Piłka wyjaśnia, że każda taka rodzina, powinna dostać specjalną kartę. Ta będzie uprawniać do bezpłatnych wejść do muzeów, kin i teatrów. Dodatkowo dzieci miałyby ulgę na wstęp na pływalnię czy halę sportową.

Na tym jednak nie koniec. Tam, gdzie dzieci będzie więcej niż sześcioro, posłowie proponują dać tysiąc złotych pensji miesięcznie dla matki na wychowanie.

- Jeśli chcemy, aby rodzina była zdrowa moralnie, nie widzę możliwości, aby matka pracowała - argumentuje Anna Sobecka, posłanka niezrzeszona.
[źródło: onet.pl]

No… za bezpłatny bilet do kina na pewno miliony młodych Polek poświęci życie zawodowe i cały swój wolny czas i ochoczo urodzi i wychowa czworo albo i więcej dzieci. Szkoda by było przepuścić taką okazję. Rzeczywiscie.

W ogóle co to za chory pomysł?
- Ojciec musi pracować. A co, jak ojca nie ma? Bo nie żyje, bo odszedł - powodów może być mnóstwo. Samotnej matce teatr się nie należy. Jej samotność to pewnie jej wina… męża przy sobie utrzymać nie umiała, to teraz ulga na basen dla dzieci niech jej się nawet nie marzy. A jak ojciec jest bezrobotny, to przecież pomoc wydaje się jeszcze bardziej uzasadniona…

- Matka ma siedzieć w domu. Nie wiem, do kiedy - aż dzieci będą pełnoletnie? Co jej się do emerytury nie liczy, składek nie płaci - więc w przyszłości otrzyma niższe świadczenie. To po pierwsze. Po drugie - w CV też będzie to marnie wyglądało, o ile jeszcze po tych kilkunastu latach będzie w ogóle starała się o pracę. W każdym razie jej szanse na znalezienie w miarę dobrej posady będą wtedy stosunkowo bardzo niskie. Po trzecie - rzadko jest tak, żeby pensja jednego rodzica wystarczała na bieżące wydatki na liczną rodzinę i jeszcze zabezpieczenie dzieci na przyszłość. A co jak ojciec umrze? Matka tak od razu do pracy wrócić nie będzie mogła…Co wtedy??

Ale przede wszystkim po czwarte - dlaczego tak z góry już rozpisano role: mężczyzna w pracy, kobieta w domu przy dzieciach i garach? Nie dość, że i tak jesteśmy sporo zacofani cywilizacyjnie w stosunku do Zachodu (np. pod względem podejścia do ekologii, równouprawnienia, tolerancji itd.), to teraz chcą nas jeszcze cofać!

Podsumowując: pomysł należy się tylko i wyłącznie do wyrzucenia.

czwartek, 18.01.2007

“Solidarne państwo”

Kategoria wpisu: Gospodarka, Obyczaje, Polityka, Społeczeństwo, Uncategorized — elenoir @ 14:56

PiS wygrało wybory z hasłem “solidarnego państwa”, które miało być przeciwwagą dla liberalizmu PO. Wmawiano ludziom, że za to, jak im się żyje ( a niemal każdy Polak powie, że kiepsko) nie odpowiadają oni sami, ale poprzedni rządzący, układ, stolik, komuniści itd. Że to państwo i politycy decydują o tym, co kto ma w lodówce. W związku z tym, wygrana PiS (partii ludzi prawych, uczciwych i solidarnych właśnie) w wyborach automatycznie poprawi sytuację materialną Polaków.

Teraz “Solidarność” domaga się realizacji owych świetlanych wizji.

“Solidarność” organizuje ogólnopolską kampanię medialną, która ma zmusić rząd do poprawy standardu życia polskich rodzin. Związek domaga się też znaczącej podwyżki płacy minimalnej - pisze “Życie Warszawy”.

Związkowcy alarmują: pod rządami PiS, mimo wzrostu gospodarczego, poziom życia spada. Nawet stała praca nie pozwala uwolnić się od biedy, bo blisko 400 tys. Polaków zarabia na poziomie dopuszczalnego prawem minimum. Dlatego Solidarność - dotychczas najpoważniejsza siła społeczna sympatyzująca z PiS - przechodzi do ofensywy.(…)
- Trzeba przypomnieć rządzącym, kto pomógł im zdobyć władzę - mówią związkowcy. Formą nacisku na rząd i pracodawców ma być organizowana po raz pierwszy ogólnopolska kampania medialna. W ciągu miesiąca w całym kraju zawisną billboardy i plakaty, pojawią się też ogłoszenia prasowe. Związkowcy nie wykluczają również manifestacji.
[źródło: interia.pl]

Widocznie liderzy związku chcą sobie zaskarbić poparcie, bo chyba nie są takimi idiotami, żeby myśleć, że wystarczy podnieść płacę minimalną i nagle wszystkim w Polsce zacznie się żyć lepiej.

Nikt nie zajmuje się działalnością gospodarczą z pobudek charytatywnych i płaci tyle, ile może, musi i chce. Odgórny nakaz płacenia więcej może spowodować konieczność zwolnienia części pracowników i nic więcej, zatem większego sensu nie ma.
W skrócie: żeby pracodawcy mogli płacić więcej musieliby ponosić mniejsze niż obecnie obciążenia podatkowe, koszty itd., które obecnie wyciąga od nich państwo, żeby finansować np. służbę zdrowia, policję, wojsko, edukację, ale również wydatki, ogólnie mówiąc, socjalne. Inaczej się nie da.
Realizacja postulatów związkowców oznaczałaby np. koniec dotacji do górnictwa, becikowego, senioralnego, dotacji do KRUSu, wcześniejszych emerytur. Coś za coś.

Zadaniem państwa nie jest dawanie pieniędzy każdemu, kto się o nie zwróci - ma ono tworzyć obywatelom dogodne możliwości zdobywania tych pieniędzy w takiej ilości, która pozwala, jak to się mówi, godnie żyć.
W związku z tym zamiast podnosić płace minimalne powinno zrobić wszystko, żeby ułatwić przedsiębiorcom prowadzenie działalności, chodzi mi tu o zmniejszenie biurokracji, podatków, wprowadzenie dobrych przepisów, które nie zmieniałyby się co roku…Trzeba inwestować w edukację, naukę, badania i rozwój, tworzyć zachęty dla inwestorów, poprawić infrastrukturę.
Tego nie da się zrobić w ciągu jednej kadencji. Ale kiedyś wreszcie trzeba zacząć!

Tymczasem postulowana przez związkowców “solidarność” sprowadza się odebrania jednym i dania drugim. Już teraz zatrudnieni i prowadzący działalność utrzymują rzesze młodych emerytów, osoby, które rentę sobie załatwiły, dokładają się do KRUSu i płac np. górników. Dziwna ta solidarność. Jakaś taka jednostronna. Bo z drugiej strony słyszą tylko krzyki o więcej.

Ciekawa jestem, co PiS z tym fantem zrobi. Tak to jest, że autorzy populistycznych, łatwych haseł w końcu potykają się o rzeczywistość.

Granice głupoty

Kategoria wpisu: Kobiety i mężczyźni, Obyczaje, Polityka, Społeczeństwo, Uncategorized — elenoir @ 12:00

Zastanawiam się, czy są jakieś, których polscy “politycy” i “urzędnicy” jeszcze nie przekroczyli. Refleksja ta napadła na mnie pod wpływem następujących informacji:
1.

“Fakt”: Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadza w szpitalach limity na porody. Dyrektorzy oddziałów położniczych alarmują, że kontrakty starczą tylko do końca października. Potem rodzące będą odsyłane z kwitkiem. Jak pisze dziennik, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzej Sośnierz wyznaczył porodówkom konkretną liczbę pacjentek, które mogą przyjąć w roku. A limit wyznaczony przez Sośnierza jest jak wyrok - żadna ponadprogramowa według szefa NFZ pacjentka nie dostanie się na wybrany wcześniej oddział.Ciężarne kobiety, które wcześniej wybrały sobie szpital, mogą się rozczarować. Gdy poczują bóle porodowe, będą rozpaczliwie jeździć od szpitala do szpitala i na izbie przyjęć pytać o limity - alarmuje “Fakt”. [źródło: onet.pl]

Rzeczniczka NFZ Jolanta Kocjan mówi, że szpitale muszą przyjmować rodzące. Tylko że kobiety nie chcą rodzić gdziekolwiek. I nie chcą czekać do ostatniego momentu, by rodzić na izbie przyjęć - podkreśla “Fakt”.
[źródło: interia.pl]

Nie mam dzieci, ale wyobrażam sobie, że ciąża i poród, zastanawianie się, czy dziecko będzie zdrowe itd. dają kobietom (im przede wszystkim, ale również ich rodzinom i partnerom) wystarczająco dużo powodów do stresu, ale NFZ dokłada jeszcze trochę.
Dlaczego likwiduje się konkurencję między szpitalami i oddziałami położniczymi? To oczywiste, że kobiety chcą rodzić pod opieką lekarzy o dobrej reputacji, przyjaznym podejściu do pacjenta itd. Pieniądze powinny iść za pacjentami! Kobiety powinny mieć wybór: czy chcą trafić do świetnego specjalisty czy do kogoś, kto ledwie tym lekarzem został. To jest wręcz zniechęcanie kobiet do posiadania dzieci. A może obok naturalnych metod antykoncepcji będzie się też promować naturalne metody (a raczej okoliczności) rodzenia: najlepiej w domu. (Co samo w sobie nie jest czymś złym, o ile kobieta i dziecko są zdrowe, ale czasami fachowa pomoc jest po prostu niezbędna). Chore, chore, chore!!! No ale nasi rządzący zaleciliby pewnie przyszłym matkom ofiarowanie datków na budowę świątyni Opatrzności Bożej w intencji szczęśliwego porodu…

A przecież składka na ubezpieczenie zdrowotne wzrosła w tym roku do 9%! Rozumiem, że część tych pieniędzy musiała iść na podwyżki dla lekarzy, ale pacjentom też się chyba coś należy?

2.

“Dziennik”: Osoby, które zawierają związek w USC i nie mają kursu przedmałżeńskiego, są dyskryminowane, bo nie mają kontaktu z psychologami, seksuologami, lekarzami” - uważa Ewa Sowińska, Rzecznik Praw Dziecka.
Zamierza więc wysłać narzeczonych na obowiązkowy kurs. Zdaniem Sowińskiej wprowadzenie kursów pomogłoby ograniczyć ryzykowne zachowania seksualne i wzbogacić wiedzę na temat tego, jak unikać ciężkich chorób. Sowińska mówi też o dyskryminacji. “Osoby, które zawierają związek w USC i nie mają kursu przedmałżeńskiego, są dyskryminowane, ponieważ są pozbawione kontaktu z psychologami, seksuologami, lekarzami” - mówiła w rozmowie dla Polskiej Agencji Prasowej.

To już za daleko posunięta ingerencja państwa w życie obywateli. Takie informacje to powinna otrzymywać młodzież w liceum i gimnazjum, a nie dorośli ludzie. Skoro kurs ma być obowiązkowy dla wszystkich, to może i 50latków chcących zawrzeć związek małżeński też będą na takich kursach oświecać?
Jeszcze gdyby można było mieć nadzieję, że prowadzić je będą rzeczywiście specjaliści… ale nie czarujmy się: to Polska, a kurs miałby zastępować kurs prowadzony w kościele i pewnie program byłby podobny…

O czym jeszcze będzie decydować państwo? Obawiam się, że niedługo nie będzie żadnej dziedziny życia, do której jego ingerencja by nie sięgała.

sobota, 13.01.2007

Dla odmiany spójrzmy w przyszłość

Kategoria wpisu: Gospodarka, Polityka, Społeczeństwo, Uncategorized — elenoir @ 0:02

Politycy ostro wzięli się za rozliczenia z przeszłością, więc my sami powinniśmy pomyśleć o naszej przyszłości. Jednym z jej aspektów jest emerytura. Dla mnie rzecz bardzo odległa, dla innych mniej. Media alarmują:

Nawet 184 mld zł będzie musiał dopłacić budżet w latach 2008-2012 do świadczeń wypłacanych przez ZUS. Najwięcej podatnicy dopłacą do emerytur, ale nie trzeba będzie już dopłacać do rent. Bez wygaszenia przywilejów emerytalnych i wydłużenia aktywności zawodowej zostaną podniesione składki lub podatki.

Z najnowszej prognozy wpływów i wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, do którego dotarła GP, wynika, że aby administrujący nim ZUS wypłacił świadczenia, potrzebuje wysokich dotacji. Roczny deficyt FUS w latach 2008-2012 wyniesie od 18,8 mld zł do 36,7 mld zł. (…)

Zła sytuacja funduszu to efekt wielu czynników. Na większość z nich miała i ma wpływ polityka rządzących.

Na pewno nie można odwrócić pogarszającej się sytuacji demograficznej Polski. Według prognozy GUS, liczba osób w wieku poprodukcyjnym wzrośnie do 2012 roku do 6,8 mln. Osoby po 65 roku życia będą stanowić 18 proc. społeczeństwa wobec 16 proc. obecnie. Coraz więcej osób otrzymuje więc emerytury. W listopadzie ubiegłego roku ZUS wypłacał je dla 4,46 mln osób (kosztuje to miesięcznie 5,93 mld zł), 10 lat wcześniej - 3,2 mln.

Polska ma najmłodszych emerytów na świecie. Mężczyźni przechodzą na emeryturę średnio w wieku 58,7 lat, a kobiety - 56 lat.

Rosnąca liczba emerytów nie jest jednak efektem wyłącznie zmian demograficznych. Wynika też z tego, że powszechne są przywileje emerytalne, a warunki korzystania z emerytury są bardzo łagodne. Dlatego Polska ma najmłodszych emerytów na świecie. W 2005 roku mężczyźni przechodząc na emeryturę, mieli średnio 58,7 lat, a kobiety 56 lat. Mamy też najniższy w UE odsetek pracujących osób w wieku 55-64 lata. Wynosi on zaledwie 27 proc. (średnia dla UE 42,2 proc.). Liczne są też przywileje branżowe. Na przykład wypłata emerytur górników, którzy wywalczyli sobie przywileje w 2005 roku, ma kosztować w latach 2007-2020 - 70 mld zł.
[źródło: interia.pl, podkreślenia moje]

(więcej…)

czwartek, 11.01.2007

“Dekomunizacja”

Kategoria wpisu: Polityka, Społeczeństwo, Uncategorized — elenoir @ 11:28

PiS znowu próbuje posłużyć się tematami zastępczymi, żeby wyciszyć afery. Seksaferę w Samoobronie (Lepper trochę przeszkadza głosząc, że był to przygotowywany zamach stanu), sprawę abp. Wielgusa, wybór (w ostatniej chwili) na szefa NBP S. Skrzypka i publiczne wytargowanie tego wyboru. 18 lat po przełomie chce rozliczeń, nagle stało się to palącą potrzebą.

Niższe emerytury, ujawnienie nazwisk i zakaz pracy w administracji państwowej - takich ograniczeń dla esbeków domaga się PiS. W najbliższych dniach światło dzienne ujrzy projekt ustawy nazwany roboczo “antyubecką” - pisze “Dziennik”.
- Nie może być dalej tak, że osoby represjonowane przez SB lub też ci, którzy szantażem lub siłą zostali zmuszeni do współpracy z komunistyczną służb specjalną, ledwo wiążą koniec z końcem, a ich oprawcy śpią spokojnie i śmieją się w twarz swoim ofiarom - mówią jednogłośnie politycy PiS.
(…) funkcjonariusze tej służby nie mogą korzystać z przywilejów, jakie daje demokratyczne państwo. Chodzi o trzy kwestie: po pierwsze, ustawa ma doprowadzić do tego, że dawni esbecy stracą wysokie emerytury. Pojawił się nawet pomysł, by co miesiąc dostawali połowę najniższego świadczenia. To rozwiązanie zostało jednak uznane za zbyt radykalne, dlatego PiS chce, by funkcjonariusze SB dostawali nie więcej niż wynosi najniższa emerytura, czyli niecałe 600 zł.
[żródło: interia.pl]

Właściwy czas na takie rozliczenia, moim zdaniem, minął kilkanaście lat temu. Jaki sens miałyby takie działania teraz? Tylko propagandowy. Zwolennicy dekomunizacji szermują pojęciem sprawiedliwości. Oczywiście osoby przez te służby poszkodowane odczułyby pewnie jakąś satysfakcję. No niby tak, winnych należy karać… ale… czy w taki sposób?

(więcej…)

Starsze wpisy »

Blog at WordPress.com.