Moje słuszne poglądy na wszystko:)

Granice głupoty

with 2 comments

Zastanawiam się, czy są jakieś, których polscy “politycy” i “urzędnicy” jeszcze nie przekroczyli. Refleksja ta napadła na mnie pod wpływem następujących informacji:
1.

“Fakt”: Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadza w szpitalach limity na porody. Dyrektorzy oddziałów położniczych alarmują, że kontrakty starczą tylko do końca października. Potem rodzące będą odsyłane z kwitkiem. Jak pisze dziennik, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzej Sośnierz wyznaczył porodówkom konkretną liczbę pacjentek, które mogą przyjąć w roku. A limit wyznaczony przez Sośnierza jest jak wyrok - żadna ponadprogramowa według szefa NFZ pacjentka nie dostanie się na wybrany wcześniej oddział.Ciężarne kobiety, które wcześniej wybrały sobie szpital, mogą się rozczarować. Gdy poczują bóle porodowe, będą rozpaczliwie jeździć od szpitala do szpitala i na izbie przyjęć pytać o limity - alarmuje “Fakt”. [źródło: onet.pl]

Rzeczniczka NFZ Jolanta Kocjan mówi, że szpitale muszą przyjmować rodzące. Tylko że kobiety nie chcą rodzić gdziekolwiek. I nie chcą czekać do ostatniego momentu, by rodzić na izbie przyjęć - podkreśla “Fakt”.
[źródło: interia.pl]

Nie mam dzieci, ale wyobrażam sobie, że ciąża i poród, zastanawianie się, czy dziecko będzie zdrowe itd. dają kobietom (im przede wszystkim, ale również ich rodzinom i partnerom) wystarczająco dużo powodów do stresu, ale NFZ dokłada jeszcze trochę.
Dlaczego likwiduje się konkurencję między szpitalami i oddziałami położniczymi? To oczywiste, że kobiety chcą rodzić pod opieką lekarzy o dobrej reputacji, przyjaznym podejściu do pacjenta itd. Pieniądze powinny iść za pacjentami! Kobiety powinny mieć wybór: czy chcą trafić do świetnego specjalisty czy do kogoś, kto ledwie tym lekarzem został. To jest wręcz zniechęcanie kobiet do posiadania dzieci. A może obok naturalnych metod antykoncepcji będzie się też promować naturalne metody (a raczej okoliczności) rodzenia: najlepiej w domu. (Co samo w sobie nie jest czymś złym, o ile kobieta i dziecko są zdrowe, ale czasami fachowa pomoc jest po prostu niezbędna). Chore, chore, chore!!! No ale nasi rządzący zaleciliby pewnie przyszłym matkom ofiarowanie datków na budowę świątyni Opatrzności Bożej w intencji szczęśliwego porodu…

A przecież składka na ubezpieczenie zdrowotne wzrosła w tym roku do 9%! Rozumiem, że część tych pieniędzy musiała iść na podwyżki dla lekarzy, ale pacjentom też się chyba coś należy?

2.

“Dziennik”: Osoby, które zawierają związek w USC i nie mają kursu przedmałżeńskiego, są dyskryminowane, bo nie mają kontaktu z psychologami, seksuologami, lekarzami” - uważa Ewa Sowińska, Rzecznik Praw Dziecka.
Zamierza więc wysłać narzeczonych na obowiązkowy kurs. Zdaniem Sowińskiej wprowadzenie kursów pomogłoby ograniczyć ryzykowne zachowania seksualne i wzbogacić wiedzę na temat tego, jak unikać ciężkich chorób. Sowińska mówi też o dyskryminacji. “Osoby, które zawierają związek w USC i nie mają kursu przedmałżeńskiego, są dyskryminowane, ponieważ są pozbawione kontaktu z psychologami, seksuologami, lekarzami” - mówiła w rozmowie dla Polskiej Agencji Prasowej.

To już za daleko posunięta ingerencja państwa w życie obywateli. Takie informacje to powinna otrzymywać młodzież w liceum i gimnazjum, a nie dorośli ludzie. Skoro kurs ma być obowiązkowy dla wszystkich, to może i 50latków chcących zawrzeć związek małżeński też będą na takich kursach oświecać?
Jeszcze gdyby można było mieć nadzieję, że prowadzić je będą rzeczywiście specjaliści… ale nie czarujmy się: to Polska, a kurs miałby zastępować kurs prowadzony w kościele i pewnie program byłby podobny…

O czym jeszcze będzie decydować państwo? Obawiam się, że niedługo nie będzie żadnej dziedziny życia, do której jego ingerencja by nie sięgała.

Written by elenoir

czwartek, 18.01.2007 @ 12:00

2 Responses to 'Granice głupoty'

Subscribe to comments with RSS or TrackBack to 'Granice głupoty'.

  1. O czym jeszcze będzie decydować państwo? Obawiam się, że niedługo nie będzie żadnej dziedziny życia, do której jego ingerencja by nie sięgała.
    —-
    Więc wyobraź sobie najmniejszą komórkę państwa jaką jest rodzina.
    Rodziną rządzą rodzice, podwładni to dzieci. W myśl twojej doktryny jak najmniej ingerencji. Ciekaw jestem czy jak założysz te swoje
    państwo czyli rodzinę, to swoje dzieci dzieci zostawisz same sobie.

    hans kloss

    19 sty 07 at 10:11

  2. Uważam, że państwa i rodziny porównywać nie można, nie widzę związku po prostu. Moim zdaniem nie jest to komórka państwa, ale komórka społeczeństwa.

    Czym innym jest ingerencja rodziców w życie nieletnich dzieci, bo wynika z troski o nich no i jako rodzice mają do tego pewne prawa, a czym innym ingerencja państwa w prywatność w większości dorosłych obywateli, której się wcale nie domagają i sobie jej nie życzą. Niby na jakiej podstawie?

    elenoir

    19 sty 07 at 23:34

Leave a Reply