Archiwum dla kwiecień 2007
Trzeba mieć tupet…
I to duży, żeby takie bzdury mówić ludziom prosto w oczy, w obecności mediów. Mam na myśli J. Kaczyńskiego i jego dzisiejsze wypowiedzi. O zdemoralizowanej III RP i prawie już idealnej IV. O tym, że dawniej rządził system, panoszyła się korupcja i nic się nigdy nie udawało, a za to teraz… ooo… teraz co urzędnik, to zaraz kryształowy charakter i w ogóle wszystko idzie ku lepszemu. Te cudowności to oczywiście zasługa koalicji, a zwłaszcza PiS.
Szef rządu, który w Białymstoku uczestniczył w konwencji wyborczej podlaskiego PiS zapowiedział, że w Polsce kończy się czas nadużyć, oraz że PiS nie boi się podnieść ręki na “zdemoralizowane elity”.
W tej opinii pan premier jest dość odosobniony. Czas nadużyć się skończył? To dlaczego od samego początku rządów tej koalicji obserwujemy rozkwit koncepcji TKM? Zawłaszczanie stanowiska za stanowiskiem, sprytnie zwane “odzyskiwaniem” i oddawanie ich w ręce “miernych ale wiernych”? Likwidacje konkursów, tworzenie dodatkowych stanowisk dla ludzi koalicjantów (zastępcy w KRUSie np.)?
Jeśli PiS rzeczywiście chciałoby zniszczyć “zdemoralizowane elity”, to przecież musiałoby popełnić samobójstwo, a to przecież nie po chrześcijańsku…
Nie wszystko nam wychodzi, jak wszyscy ludzie jesteśmy omylni, popełniamy błędy, ale sprawy idą we właściwym kierunku, idą do przodu – oświadczył Jarosław Kaczyński.
[źródło: wp.pl]
Trudno, żeby się cofały. Zresztą liczy się nie tylko kierunek, ale i cel. Nie chodzi o to, żeby iść, ale żeby dojść. Ale premier ma i to na uwadze:
Dzisiaj, w roku 2007, stoimy przed wielką szansą przyspieszenia naszych przemian, przyspieszenia postępu, doganiania Europy. Z całą pewnością, tu już nie ma żadnych wątpliwości, że nie jesteśmy w stanie tej szansy wykorzystać, jeżeli Polski nie zmienimy, nie przebudujemy, jeżeli całkowicie nie odrzucimy postkomunizmu – oświadczył Jarosław Kaczyński.
Przecież tylko wskutek skazania Jaruzelskiego PKB nam wzrośnie o co najmniej 50%… Dekomunizacja przyczyni się jak nic do powstania 3 mln mieszkań. Lustracja spowoduje gwałtowne przyspieszenie budowy autostrad. To się dopiero nazywa mieć obsesję.
Premier odżegnuje się także od sugestii, że PiS jak żadna dotąd partia dzieli społeczeństwo.
Wszyscy obywatele są równi, mają te same prawa i obowiązki i tak samo odpowiadają za to, co czynią. Tak samo zasługują na nagrodę, jeśli czynią dobrze i na karę, jeśli czynią źle i my od tej zasady nie odjedziemy – podkreślił.
Ha, tylko kto to będzie osądzał? Czyżby całkowicie obiektywny minister Ziobro?
Z przykrością muszę stwierdzić, że przemówienie premiera Polski to stek bzdur i insynuacji. Znowu. Mało konkretów, dużo pomówień. Czy to nie dziwne, że jego wypowiedzi tak wielu osobom kojarzą się z przemówieniami przywódców PRLu, od których to ludzi i czasów J. Kaczyński tak bardzo się odżegnuje? (Tak, tak, on urodził się od razu w IV RP)
Prawo i Sprawiedliwość, ten rząd, ta konstrukcja polityczna, nie ma żadnej alternatywy – powiedział premier(…).
Ha ha ha.
Demonstracje okiem przechodnia
Zastanawiałam się, czy by się na marsz tolerancji nie wybrać, ale na stronie organizatorów festiwalu jakoś nie doszukałam się zaproszeń dla osób postronnych, więc w końcu nie poszłam. Ale ładna pogoda (choć wiatr trochę chłodny), ciekawość i chęć odwiedzenia księgarń w związku ze zbliżającym się dniem książki wyciągnęły mnie z domu, razem z P.
Gdy pod Bagatelą wysiedliśmy z tramwaju zobaczyliśmy samochody straży miejskiej przy Szewskiej, a nad centrum cały czas latał śmigłowiec i zagłuszał tę śpiewającą i grającą grupkę w ludowych strojach, którą na rynku przeważnie można spotkać.
Przejścia mw Szewską nie widziałam, bo akurat byliśmy w sklepie. Ale słyszałam. Pod wieżą ratuszową widziałam kilkunastu chłopców w bojówkach, z wygolonymi pustymi głowami krzyczących: “Normalna rodzina: chłopak i dziewczyna!” Ja bym na ich miejscu dodała: “i dziesięcioro dzieci!”
Poszliśmy do księgarni hetmańskiej a potem chcieliśmy iść na Bracką do taniej książki, ale policjanci nie przepuścili P., choć mi pozwoliliby przejść (pewnie niegroźnie wyglądam;)). No więc postanowiliśmy iść naokoło Grodzką. Okazało się, że policja zablokowała na Franciszkańskiej marsz tolerancji, ale jakoś się przecisnęliśmy. Marsz wyglądał sympatycznie: kolorowe baloniki, flagi, transparenty (np. “Autorka Muminków była lesbijką”, “Módl się w domu po kryjomu”). Ze wszystkich stron otaczała ich policja. Część w mundurach, część w czymś co wyglądało jak kamizelki kuloodporne, z tarczami, hełmami i pałkami. Było mnóstwo policyjnych wozów, w tym chyba też te z armatkami. Czytaj resztę wpisu »
Obowiązki matki Polki – poświęcenie i cierpienie
Tak sobie przed snem spojrzałam na netvibes na przegląd prasy… i zaniemówiłam. W serwisie dziennik.pl przeczytałam, że ministerstwo zdrowia chce ograniczyć liczbę porodów przeprowadzanych ze pomocą cesarskiego cięcia. “Preferowany” ma być poród naturalny, a nie jakieś chirurgiczne rozwiązania. “Preferowany” przez podniesienie stawek za cesarskie cięcie do poziomu ceny za poród naturalny, który czasem trwa godziny lub nawet dni….
Ja się nie znam na medycznych aspektach tej sprawy, nie mam dzieci. Natomiast z opowiadań i filmów wiem, jak ciężkie mogą być porody. Znajoma z tego właśnie względu (z obawy przed bólem) zdecydowała się na cesarskie cięcie i wszystko było ok. Dokonała tego wyboru świadomie, zaoszczędziła sobie stresu i cierpienia). Jeżeli jest taka możliwość, to niby czemu z tego nie korzystać?
Zwłaszcza, że zdaniem ginekologów poród poprzez cesarskie cięcie zmniejsza ryzyko kalectwa u dzieci.
“Poród naturalny dla dziecka wiąże się z okresowym niedotlenieniem i szokiem. Może dojść do trwałych uszkodzeń, jak mózgowe porażenie dziecięce, złamanie obojczyków czy zerwanie splotu barkowego” – mówi dr Południewski.
Oczywiście jeśli ktoś woli urodzić dziecko w sposób naturalny, wręcz w domu, no to też mu nikt przecież tego nie broni.
Tylko niech nam zostawią wybór!!! Niech się nie wtrącają do tego, co ich nie dotyczy!!!
A jak uzasadniają tzw. eksperci? Czytaj resztę wpisu »
Relatywizm w praktyce
1,3 mld zł oszczędności to dużo czy mało?
Dla polityka to kwota, w sprawie której trzeba podnieść rękę i wcisnąć właściwy przycisk (choć to zadanie niektórych przerasta). I wrócić na czas głosowania z restauracji sejmowej. Jest to też prawdopodobnie kwota dla zaoszczędzenia której nie warto ich zdaniem zadzierać z wyborcami.
Dla naukowca to pozycja w statystykach i wyliczeniach.
Dla przeciętnego człowieka to ogromna suma.
Dla podatnika każda zaoszczędzona złotówka to już coś, a co dopiero ponad miliard. Bo na każdą musiał zapracować.
Wszystko zależy od punktu widzenia.
Ministerstwo Finansów przygotowuje zmiany w systemie rolniczych ubezpieczeń, które ograniczyłyby znacząco liczbę osób należących do KRUSu. Zdaniem Z. Gilowskiej pozwoliłoby to zaoszczędzić 2,5 – 3 mld zł.
“Najprościej byłoby usunąć z KRUS wszystkich, którzy mają poniżej 1 ha. (…) oraz typowych przedsiębiorców, którzy posiadają lub dzierżawią wielkie gospodarstwa rolne. To jest zabieg bardzo radykalny, ale nad stosownymi ustawami pracujemy”- dodała.
W ubiegłym tygodniu na posiedzeniu sejmowej komisji rolnictwa wiceminister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski mówił, że nie ma zgody politycznej na reformę KRUS.
[źródło: interia.pl]
Ciekawe, jak to merytorycznie uzasadnił. Bardzo bym chciała tego posłuchać.
Ja w ogóle nie rozumiem, dlaczego rolnicy nie są traktowani jak normalni przedsiębiorcy i nie rozliczają się na normalnych zasadach. Reszta jakoś musiała się przestawić. Dlaczego ktoś ma mieć przywileje tylko dlatego, że ma kawałek ziemi? Nie jest to wcale praca cięższa niż inne.
Czytaj resztę wpisu »
Politycy na socjalu
Politykom przysługuje wiele przywilejów. Zwłaszcza z tych finansowych nie omieszkają korzystać.
Okazuje się, że oprócz diet, różnych dodatków za zasiadanie i nicnierobienie w wielu
komisjach, oprócz zwrotu opłat za paliwo, oprócz bardzo dużych sum na prowadzenie
biur poseslkich, dotacji z budżetu itd. itd. (do rana można wymieniać), darmowych przejazdów pociągami i komunikacją miejską, politycy mają też dostęp do naprawdę taniego kredytu.
- To po prostu zakamuflowana forma dodatkowych pieniędzy dla polityków. Fundusz socjalny to fikcja i natychmiast powinien zostać zlikwidowany – ocenia Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. (…)
W przeciętnym zakładzie pracy pracownik może liczyć najwyżej na kilka tysięcy złotych pożyczki, i to pod warunkiem że znalazł się w wyjątkowej sytuacji życiowej. O ile jego firma ma w ogóle fundusz socjalny.
Takie problemy nie dotyczą natomiast posłów zarabiających wielokrotnie powyżej średniej krajowej. Z sejmowego funduszu na zakup mieszkania mogą dostać 20 tys. zł, a na jego remont kolejne 15 tys. zł. Kredyt obciążony jest tylko 4-proc. odsetkami w skali roku przy 2-letniej spłacie, a w razie potrzeby raty można zawiesić nawet na pół roku. Tymczasem kredyt z banku – zwykle hipoteczny, czyli trzeba wykazać rzeczywisty zakup mieszkania – na zakup lokum jest oprocentowany ok. 7 proc., a na jego remont nawet 13 proc.
Pieniądze przydziela marszałek Sejmu po zasięgnięciu opinii Sejmowego Zespołu do spraw Pomocy Socjalnej. Rzadko się zdarza, by komuś odmówiono. Wystarczy tylko dwóch posłów poręczycieli, by otrzymać pożyczkę.
[źródło: newsweek.pl]