Moje słuszne poglądy na wszystko:)

wtorek, 31.07.2007

“Ateistyczny coming out”

Kategoria wpisu: Absurd, IV RP, Obyczaje, Religia, Społeczeństwo, Uncategorized — elenoir @ 9:33

Powstała Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków.

Uznaliśmy, że nie wystarczy odejść i milczeć. Uważamy, że trzeba mówić i działać, by w naszym kraju dostrzeżono tych, którzy nie życzą sobie patronatu Kościoła nad Państwem. Chcemy dać możliwość głosu: żołnierzom, urzędnikom, policjantom, strażakom i innym ludziom, którzy z racji wykonywanego zawodu zmuszani są pod presją przełożonych do brania udziału w mszach i uroczystościach religijnych. Pragniemy, by swoje zdanie mogli również wyrazić wszyscy przerażeni słowami konsultantów rządowych, że gdyby Bóg chciał cesarskiego cięcia, wyposażyłby kobietę w zamek błyskawiczny.

Marzy nam się bowiem kraj, gdzie wyznacznikiem norm współżycia społecznego będą rozum i humanizm, a nie „wartości” których pochodzenie i jakość są mocno wątpliwe. Kraj, w którym wyznawana religia jest prywatną sprawą, a fundamentalizm religijny jest tylko hasłem w encyklopedii.

Ciekawa inicjatywa. I ja kilka już razy postulowałam na tym blogu sekularyzację. Nawet już się chciałam wpisać, ale przeczytałam to:

- Ludzie niewierzący są w Polsce tłamszeni przez ekspansywną religijność czy może raczej klerykalizm - twierdzi Mariusz Agnosiewicz, prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, które wymyśliło listę. - Są tłamszeni przez polityków, którzy wciskają Boga, gdzie się tylko da, nie biorąc pod uwagę, że łamią tym wszelkie standardy cywilizowanej demokracji. Przez media, które bombardują nas cudami, opiniami biskupów, zjazdami egzorcystów - przekazywanymi nie tak, jakby były to wierzenia pewnej części społeczeństwa, lecz jako fakty, obok wiadomości gospodarczych.
[źródło: gazeta.pl]

Ja nie czuję się tłamszona. Nie potrzebuję coming outu, ponieważ moje poglądy na religię (od kilku lat jestem ateistką) są znane bliskim i znajomym i czytelnikom m.in. tego blogu, wcale ich nie ukrywam. Nie mają na mnie wpływu pseudoreligijne wywody polityków, dziennikarzy i opinie biskupów, bo sama też potrafię myśleć.

Nikt nie wywiera na mnie presji w sferze światopoglądowej i nie chcę uchodzić za męczennicę systemu politycznego w Polsce, dlatego się nie wpiszę. No, może nikt poza mamą (stara się wmówić mi, że nie chodzę do kościoła z powodu mojego antyklerykalizmu, a nie ateizmu;)). W każdym razie nie robi tego szeroko rozumiane państwo.

Ale dostrzegam problem. Gdybym była np. nauczycielką lub żołnierką pewnie, wbrew sobie, żeby nie stracić pracy, musiałabym w określonych sytuacjach do kościoła chodzić. Gdybym chodziła jeszcze do szkoły pewnie w czasie lekcji religii wałęsałabym się po korytarzu. Gdybym miała dzieci pewnie już w przedszkolu przekabacano by mi je na katolików.

Problemem jest również finansowanie budowy kościołów (choć ta cała Opatrzność chyba jeszcze kasy nie dostała), katolickich uczelni, pensje dla księży i zakonnic za nauczanie religii w szkole, krzyże na każdym kroku i święcenie wszystkiego co popadnie.

Podsumowując: interesująca inicjatywa, popieram sam zamysł. Jednak porównywanie ujawnienia ateizmu czy agnostycyzmu z ujawnieniem swojej orientacji homoseksualnej, nadawanie temu sensu “wyjścia z podziemia” i przerzucenie całej odpowiedzialności za zaściankowość Polaków na polityków i media uważam za przesadzone.

poniedziałek, 30.07.2007

“Kultura” rowerzystów

Kategoria wpisu: Kraków, Obyczaje, Społeczeństwo, Uncategorized — elenoir @ 0:48

Zwykle piszę tutaj na tematy okołopolityczne, ale czasami także o czymś, co mnie akurat w danej chwili denerwuje. Obecnie denerwują mnie rowerzyści.

Wybraliśmy się dziś na spacer na Kazimierz i wracaliśmy m.in. Bulwarami Wiślanymi. Zatrzymaliśmy się na chwilę na części chodnika przeznaczonej dla pieszych (ścieżki rowerowe są specjalnie oznaczone), żeby zrobić zdjęcie. Nie zwracaliśmy za bardzo uwagi na to, co się wkoło dzieje i kiedy chcieliśmy iść dalej omal nie rozjechała nas grupka rowerzystów, której wcześniej nie zauważyliśmy. Jeden facet jeszcze się, chyba z oburzeniem, oglądał. Ani słowa “przepraszam”, no skądże. Pojechali beztrosko dalej.

Owszem, może i ścieżek rowerowych jest wciąż za mało, ale to nie wina “nierowerzystów”. Nie trzeba się na nich zaraz wyżywać.
Często w Krakowie widzę, jak duże prędkości rozwijają rowerzyści w samym centrum miasta, na najbardziej zatłoczonych ulicach, i oczywiście - na chodnikach. 99% z nich nie ma nawet dzwonka, żeby ostrzec pieszych. Straż miejska powinna się tym zająć, wlepiać mandaty i może by to nieco chamstwo części rowerzystów ukróciło. Zauważam też dziwną prawidłowość: im lepszy sprzęt, tym chamstwo większe.

czwartek, 26.07.2007

“Demonstracje nie zawsze są słuszne.”

Kategoria wpisu: Absurd, IV RP, Polityka, Uncategorized — elenoir @ 23:47

Tako rzecze premier. Z interii dowiadujemy się, że marzy mu się zmiana prawa, która ukróciłaby samowolę obywateli demonstrujących obecnie gdzie popadnie, najczęściej w pobliżu urzędów państwowych. Faktycznie trudno powiedzieć, dlaczego akurat tam, chyba przez wrodzoną złośliwość. Znacznie przyjemniej przecież byłoby urządzić protest w parku, nad jeziorem, w lesie.
Skoro już leniwy obywatel nie poszedł do pracy (w dodatku eufemistycznie nazywa to strajkiem, hipokryta przebrzydły), to niech pozwoli pracować innnym.

- W znacznej części Kancelarii się po prostu nie dawało normalnie pracować, a to jest rzecz, która nie powinna być dopuszczalna w świetle prawa, bo można protestować - to jest prawo demokratyczne, ale nie można paraliżować działań władzy, bo to szkodzi wszystkim obywatelom - powiedział premier.

Przez jakie męczarnie przechodzili ci urzędnicy… Przychodząc do pracy i wychodząc z niej mijali tłumy pielęgniarek i dziennikarzy. Podczas pracy na pewno przygniatała ich świadomość, że oni tam na zewnątrz ciągle są. Kilka w dodatku wdarło się do środka i wysuwało absurdalne żądania środków czystości.
Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie wakacje i związane z tym zlikwidowanie tzw. białego miasteczka. Władza byłaby całkowicie sparaliżowana. A skoro władza, to całe państwo, a skoro państwo, to i obywatele.
Stanęłaby komunikacja, wyłączono by prąd i wodę, pozamykano sklepy, firmy, pozabijanoby dechami okna, ludzie ośmielaliby się tylko chyłkiem przemykać przez ulice i tylko w razie najwyższej potrzeby. Ogólny paraliż.

Dlatego plany premiera dotyczące zmian prawnych w zakresie demonstracji uważam za niezbędne i ze wszech miar właściwe.
Jak zaznaczył szef rządu demonstracje nie zawsze są słuszne. Takich należy zakazać w ogóle a prowodyrów wysyłać do kamieniołomów. Natomiast te słuszne (np. domagające się mianowania J. Kaczyńskiego dożywotnim królem Polski) owszem, mogłyby mieć miejsce, ale tylko w odległości co najmniej 100 km od wszelkich państwowych urzędów. Naturalnie o tej “słuszności” decydowałby premier, tylko on ma ku temu odpowiednie kompetencje.

poniedziałek, 23.07.2007

Kolejna “narodowa” tragedia…

Kategoria wpisu: Absurd, IV RP, Polityka, Religia, Społeczeństwo, Wydarzenie — elenoir @ 20:38

Gdzie człowiek się nie obróci epatują go zdjęcia z miejsca wypadku autokaru z polskimi pielgrzymami we Francji, wypowiedzi różnej maści ekspertów, no i oczywiście polityków. Tak samo było z Halembą, z zawaleniem się dachu katowickiej hali.

Owszem, wypadek jest tragedią dla osób, które w nim ucierpiały i dla osób im bliskich. Również osoby trzecie mogą się czymś takim przejąć, na jakieś pół godziny góra. Bądźmy szczerzy, coś takiego, jeśli nas nie dotyczy bezpośrednio, nie obchodzi nas aż tak bardzo jak starają się to sugerować media. Oczywiście wyjątkiem są ludzie nieco rozchwiani emocjonalnie…

Ale festiwal obłudy trwa. Są msze za ofiary, księża odpowiadają na pytania, gdzie był wtedy Bóg (jedna z wersji mówi, że właśnie w ten, oryginalny trzeba przyznać, sposób wyszedł pielgrzymom na spotkanie…), wyłożono księgi kondolencyjne, a politycy obiecali wypłacić rodzinom ofiar w sumie po ok. 110 000 zł.

Pieniądze dostaną, o ile się nie mylę, nie tylko rodziny osób zmarłych, ale i rannych. Tylko niby z jakiej racji, ja się pytam? Ewentualnie można by sfinansować pobyt tych osób w szpitalach we Francji, to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale dawać 110 000 ot tak, nie wiadomo na co… Jakoś nie słyszałam, żeby rodziny ludzi, którzy codziennie giną w wypadkach dostawały chociaż część tej kwoty. No widocznie górnicy i pielgrzymi, oraz ich rodziny, to ludzie zupełnie wyjątkowi, którzy cieszą się proporcjonalnie specjalnymi przywilejami…

piątek, 20.07.2007

Znowu o emeryturach

Podobno już dzisiaj dowiemy się, co z naszymi emeryturami. Pisałam już tutaj o emeryturach małżeńskich i rządowy zespół do spraw ubezpieczeń społecznych prawdopodobnie pewną jej formę zaakceptuje. Otóż być może mąż będzie mógł przed przejściem na emeryturę przekazać część zgromadzonego kapitału przekazać żonie. Wszystko to bardzo fajne, ale co z kapitałem ludzi, którzy męża czy żony nie mają albo nie chcą, z różnych powodów, dzielić się z nimi pieniędzmi? Nadal będę się upierała przy tym, że powinna być możliwość zapisania przynajmniej części środków (np. 80%)  komu tylko bedą chcieli, niekoniecznie komuś z rodziny.
Skoro już dzielę się moimi pieniędzmi zgromadzonymi w ZUSie, to chociaż te z OFE mi zostawią?

Starsze wpisy »

Blog at WordPress.com.