“Demonstracje nie zawsze są słuszne.”
Tako rzecze premier. Z interii dowiadujemy się, że marzy mu się zmiana prawa, która ukróciłaby samowolę obywateli demonstrujących obecnie gdzie popadnie, najczęściej w pobliżu urzędów państwowych. Faktycznie trudno powiedzieć, dlaczego akurat tam, chyba przez wrodzoną złośliwość. Znacznie przyjemniej przecież byłoby urządzić protest w parku, nad jeziorem, w lesie.
Skoro już leniwy obywatel nie poszedł do pracy (w dodatku eufemistycznie nazywa to strajkiem, hipokryta przebrzydły), to niech pozwoli pracować innnym.
- W znacznej części Kancelarii się po prostu nie dawało normalnie pracować, a to jest rzecz, która nie powinna być dopuszczalna w świetle prawa, bo można protestować - to jest prawo demokratyczne, ale nie można paraliżować działań władzy, bo to szkodzi wszystkim obywatelom - powiedział premier.
Przez jakie męczarnie przechodzili ci urzędnicy… Przychodząc do pracy i wychodząc z niej mijali tłumy pielęgniarek i dziennikarzy. Podczas pracy na pewno przygniatała ich świadomość, że oni tam na zewnątrz ciągle są. Kilka w dodatku wdarło się do środka i wysuwało absurdalne żądania środków czystości.
Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie wakacje i związane z tym zlikwidowanie tzw. białego miasteczka. Władza byłaby całkowicie sparaliżowana. A skoro władza, to całe państwo, a skoro państwo, to i obywatele.
Stanęłaby komunikacja, wyłączono by prąd i wodę, pozamykano sklepy, firmy, pozabijanoby dechami okna, ludzie ośmielaliby się tylko chyłkiem przemykać przez ulice i tylko w razie najwyższej potrzeby. Ogólny paraliż.
Dlatego plany premiera dotyczące zmian prawnych w zakresie demonstracji uważam za niezbędne i ze wszech miar właściwe.
Jak zaznaczył szef rządu demonstracje nie zawsze są słuszne. Takich należy zakazać w ogóle a prowodyrów wysyłać do kamieniołomów. Natomiast te słuszne (np. domagające się mianowania J. Kaczyńskiego dożywotnim królem Polski) owszem, mogłyby mieć miejsce, ale tylko w odległości co najmniej 100 km od wszelkich państwowych urzędów. Naturalnie o tej “słuszności” decydowałby premier, tylko on ma ku temu odpowiednie kompetencje.
“Kilka w dodatku wdarło się do środka i wysuwało absurdalne żądania środków czystości.”
O ile absurdem nie jest, że człowiekowi środki czystości są potrzebne, o tyle żądanie ich przez osoby strajkujące - już tak.
Wyobrażasz sobie Elenoir, że prezydent tłumaczy swym obywatelom, że polscy żołnierze giną z głodu w Iraku, bo Irakijczycy nie chcą im jeść dać? Jak się idzie na misję, to trzeba się do niej przygotować.
Odnośnie tematu przewodniego posta, to cytat w temacie jest jak najbardziej słuszny. Tyle, że kontekst tej wypowiedzi i w ogóle geneza pomysłu o którym mowa w tekście, każą się bać… :/
ramzelsworld.blogspot.com
27 lip 07 at 0:39
Oczywiście, że demonstracje nie zawsze są słuszne. Wybory obywateli przy urnach, czy kasach sklepowych też nie. Ale kto miał by o tym decydować i na jakich postawach? :) (Mam nadzieję, że i to miałeś na myśli :) )
Co do środków czystości — jeśli niemożność ich zdobycia była środkiem nacisku na przerwanie protestu? Niestety, okazuje się, że nie można liczyć na rozsądek urzędników w tej mierze.
Co do utrudnień w pracy URM. Mając właśnie remont pod oknem, rozumiem ból premiera. Tyle, że mam jakieś dziwne przeczucia, że gdyby demonstranci skandowali: “Jarku jesteś super!”, to przy tym samym natężeniu hałasu i przy tych samych utrudnieniach w pracy, pomysł takich regulacji w ogóle by się nie pokazał.
PAK
27 lip 07 at 9:08
Hmm… A mi się wydaje, że to małe piwo w porównaniu z innym pomysłem brata Jarosława. Otóż nie wiem, czy dotarła do Was jego wypowiedź na temat sądów. Uważa On bowiem, że sądy nie powinny orzekać zgodnie z prawem, lecz w imię dobra państwa… I ten człowiek jest doktorem prawa… Hmm… (Jak znajdę dzisiaj chwilkę, to napiszę o tym obszerniej u siebie…)
doodge
27 lip 07 at 10:18
Tutaj jest ciekawy artykuł o tym, co napisał Doodge:
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,4346154.html
miniu
28 lip 07 at 0:03