Aby Polska rosła w siłę…
Tradycyjnie w okresie kampanii przedwyborczej politycy są szczególnie “aktywni”, próbując przekonać do siebie jak najszerszy elektorat. Przeważnie sprowadza się to do oczerniania konkurentów w wyścigu do parlamentarnych foteli oraz do bajek, jak to po ich wygranej będzie nam się lepiej żyło. W obecnej kampanii zaobserwowałam nową strategię - ośmieszanie kraju zagranicą po to, żeby zdobyć głosy w Polsce. Jasne, można w ten sposób zyskać poparcie pewnych grup społecznych, ale za jaką cenę?
Chodzi mi o następujące sprawy:
1. Granie na antyniemieckich sentymentach osób starszych (no, niektórych młodszych też). A ja się pytam - gdzie są Niemcy, a gdzie Polska? W stosunku do nich jesteśmy zacofani gospodarczo i kulturowo. Przydałyby się nam dobre stosunki z sąsiadem, głównym celem naszego eksportu, państwem odgrywającym dużą rolę w UE. Tymczasem u nas większą wagę przykłada się do słów Eriki Steinbach niż Angeli Merkel. To nasze unoszenie się dumą wobec kraju o znacznie większym znaczeniu musi wyglądać żałośnie.
2. Co rządzącym (jeszcze) szkodziło poprzeć dzień przeciw karze śmierci? To było pytanie retoryczne oczywiście. Szkodziło to, że większość Polaków tę formę kary popiera (ja nie). Trzeba się więc z narodem utożsamić i wobec wszystkich obcych twardym być, a nie miętkim. Ludzie i politycy chyba zapomnieli, że członkostwo w UE to nie tylko pieniądze z funduszy i dopłat, ale i propagowanie pewnych wartości. Społeczeństwu się nie dziwię (to pewnie pokłosie wywodzącego się z PRLu przekonania, że nam się wszystko należy), ale odpowiedzialni politycy powinni zachować się inaczej. Żeby się za jakiś czas nie zdziwili, kiedy pozostali członkowie UE, z czystej złośliwości, odrzucą projekt, na którym nam zależy.
3. Niech mi ktoś z MSZ wskaże choćby jedną rzecz, w której jesteśmy lepsi od Szwajcarii. Może wtedy zrozumiem, dlaczego obserwatorzy OBWE tam mogą przybyć na wybory, a u nas są niemile widziani. Przecież jeśli zechcą wjechać do Polski, to i tak wjadą, wiz przecież nie potrzebują. Tymczasem politycy (i wielu obywateli też, niestety) czują się oburzeni i obrażeni, że ktoś śmie podważać istnienie demokracji w naszym kraju. Cóż, masowe przesłuchania młodych działaczy PO sugerują coś innego.
Może od razu zamknijmy granice, otoczmy się jakimś murem, nie wpuszczajmy “obcych”, a jeśli ktoś zagranicą źle o Polsce będzie mówił, to wyślijmy na niego brygadę CBA, która go zastraszy albo całkiem “zneutralizuje”.
Czas zaborów, powstań, wojen światowych, zimnej wojny minął. Powinniśmy być nastawieni na współpracę z sąsiadami, dla naszego i ich dobra. Nie można ciągle rozpamiętywać przeszłości i udawać “państwo o dużym znaczeniu w Europie”. Nie świadczy o nim liczba mieszkańców, ale skuteczność polityków i prestiż na arenie międzynarodowej. Polsce brak i jednego i drugiego. Jak długo jeszcze?