Moje słuszne poglądy na wszystko:)

Wspomnień czar

z 15 komentarzami

Urodziłam się w 1982 r., więc zdążyłam się jeszcze załapać na schyłek PRLu, z tymi kolejkami po wszystko i mnóstwem codziennych absurdów. Ludzie młodsi znają to z ówczesnych polskich komedii, tak chętnie teraz oglądanych. Wszystko to wydaje się zabawne, dopóki nas samych nie dotknie. Ten post będzie dotyczył skomplikowanej operacji wymiany dowodów osobistych.

No cóż, byłam ostatnim rocznikiem, który otrzymał dowody “książeczkowe”, ważne podobno bezterminowo. Tak, wiedziałam od dawna, że do końca tego roku muszę jednak go wymienić. Z różnych względów wniosek złożyłam dopiero 22 października. Odbiór – za ok. 2 miesiące.
Ja rozumiem – trzeba iść z duchem czasu, tworzyć dokumenty trudniejsze do podrobienia itd., ale szkoda, że ten cały postęp jakoś dziwnie szerokim łukiem omija naszą administrację.

Procedura wyrobienia nowego dowodu jest idiotyczna.
Po pierwsze wniosek trzeba złożyć w miejscu zameldowania (stałego lub czasowego). OSOBIŚCIE. Stanowi to “mały” problem dla osób przebywających stale gdzie indziej (zwłaszcza zagranicą). Niby dlaczego nie może tego za mnie zrobić ktoś z rodziny? Bo pani w urzędzie musi sprawdzić, czy to, co ja we wniosku wpisałam zgadza się z rzeczywistością. Przynajmniej tak było w moim przypadku.

Ale od początku. Poniedziałek, 22 października. Mając w pamięci relacje dziennikarzy z dantejskich scen w urzędach, wstałam bladym świtem i już o 7:30 byłam z mamą pod właściwym pokojem UM w Starachowicach. I od razu sukces – byłyśmy pierwsze!:) Byłam świetnie przygotowana: wniosek wypełniony, 30 zł zapłacone przelewem, na co miałam potwierdzenie. Ale najpierw z wnioskiem trzeba iść do Urzędu Stanu Cywilnego, który, na całe szczęście mieści się w tym samym budynku. Tu znów nie dałam się nikomu wyprzedzić:) Odnalazłam właściwy, w moim mniemaniu, pokój (na framudze drzwi wejściowych była karteczka, m.in. “potwierdzanie wniosków o dowody osobiste”, czy coś w tym stylu), usiadłam i grzecznie czekałam do ósmej. Było trochę pustawo. Do pokoju, pod którym siedziałam, nikt nie wchodził. Tylko do pokoju “wydawanie aktów zgonu” weszły trzy panie, najwidoczniej tam pracujące. O ósmej zaczęłam chodzić po korytarzu. Wreszcie jakaś pani z córką weszła do tych “zgonów” i z tego, co mówiła, słyszałam, że chodzi o dowody. Więc też się tam udałam, mówię, w jakiej sprawie i nadmieniam, że powinno się zmienić te karteczki przy drzwiach, bo czekałam przy niewłaściwych, ale pani się do tego nie odniosła w ogóle. No bo przecież to jest oczywista oczywistość, że powinnam się domyślić… Żadna z tych pań, choć widziały, że siedzę pod pokojem, do którego do dnia sądu ostatecznego nikt nie przyjdzie, nie zwróciła mi uwagi… Urzędniczka coś z tym moim wniosku robiła w sąsiednim pomieszczeniu (przymknęła drzwi, bo dwie pozostałe panie chyba piły kawkę/herbatkę i komentowały wyniki wyborów) i wreszcie mogłam wrócić pod pokój, gdzie się wnioski składa.

Dałam kolejnej pani wypełniony wniosek, zdjęcia, wydruk z konta. Pani gdzieś z tym poszła, coś sprawdziła, a potem do mnie “Proszę pokazać oczy”. Otworzyłam je szeroko, i owszem, ze zdumienia:) Urzędniczka stwierdziła, że oczy to ja mam raczej piwne, a nie brązowe, jak wpisałam. Ja na to, że takiego koloru jak piwny, to chyba nie ma***. Ale pani wie lepiej: przekreśliła mi we wniosku “brązowy” i wpisała “piwny” i kazała zaparafować. Dobra, podpisałam się, żeby już tej paranoi nie przedłużać. Bałam się, że mi może jeszcze wzrost sprawdzi.
Teraz czekam na odbiór dokumentu, pewnie koło Bożego Narodzenia. Też OSOBIŚCIE i w miejscu składania wniosku. Pytałam, czy np. nie mogą mi przysłać dokumentu do urzędu miasta w Krakowie, gdzie w sumie mieszkam, no ale to oczywiście niemożliwe.

Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że tak samo będzie za każdym razem, kiedy zmienią mi się jakiekolwiek dane:  nazwisko, miejsce zameldowania. A jak nie będę miała ważnego dokumentu, to mi jeszcze kary grożą.

Brak dowodu oraz uchylanie się od jego wymiany jest wykroczeniem, za które można być ukaranym grzywną.
Ustawa o ewidencji ludności i dowodach osobistych wyraźnie mówi, że ten, kto uchyla się “od posiadania lub wymiany dowodu”, podlega karze ograniczenia wolności do miesiąca albo grzywnie. Teoretycznie może to być nawet pięć tysięcy złotych – dodaje “Życie Warszawy”.
[źródło: money.pl]

Potem z mamą byłyśmy jeszcze zapłacić podatek od nieruchomości i złożyć odpowiedni formularz. Tego już mi się nie chce opisywać, powiem tylko, że musiałyśmy w tym celu odwiedzić 4 różne pokoje…

PS. Niech mi jeszcze ktoś wyjaśni, dlaczego nie mogę w tym samym miejscu złożyć wniosku o nowy paszport i dlaczego to kosztuje 140 zł?

***Jak się potem okazało, jest taki kolor, ale średnio pasuje do moich oczu. Są różne definicje tej barwy, więc chyba nawet lepiej wpisać “brązowe”… Zresztą i tak nikt tego określenia “piwne” na co dzień nie używa…

Written by elenoir

niedziela, 11.11.2007 @ 16:24

Odpowiedzi: 15

Subscribe to comments with RSS.

  1. Moje oczy, też są piwne. Dowiedziałem się o tym składając dawno temu wniosek o dowód tymczasowy.
    Jest to kolor dość popularny. U mnie problem tkwi w tym, że połowę źrenic mam złocistą a połowę brązową. Urzędniczka stwierdziła jednak kategoryczne, że są piwne.
    Pozdrawiam
    Haji

    Haji

    niedziela, 11.11.2007 at 21:39

  2. Ja mam podobny problem – okolice źrenic brązowe, ale reszta to jakaś taka nieokreślona – pomieszanie szarego, zielonego i brązowego. Wiele zależy od oświetlenia. Więc “brązowy” kolor wydał mi się najwłaściwszy. No ale urząd wie lepiej.

    elenoir

    niedziela, 11.11.2007 at 21:47

  3. I tak nic nie przebije urzędniczki z Wydziału Komunikacji Miejskiej w pewnym mieście. Był piękny lipcowy dzień. Wziąłem urlop i zamiast spędzić go nad wodą (czy w parku) gnałem kilkaset kilometrów, aby przerejestrować samochód. Gdy odczekałem swoje kilka godzin w kolejce, uradowany wszedłem do pokoju przyjęć i stanąłem naprzeciw urzędniczki, ona obróciła się do koleżanki i prawie krzyknęła “Ja tych ludzi w ogóle nie rozumiem. Taki piękny dzień. Mogliby wziąć urlop i nad wodę pojechać, a nie mi tu głowę zawracać.” Atmosfery dodawał fakt, że cały czas ciamkała jakimś ciastem (bo dzieci niewychowujące się na podwórku wiedzą, że nie mówi się z pełnymi ustami)…

    doodge

    niedziela, 11.11.2007 at 21:34

  4. Trzeba było położyć się w łóżku i “zachorować” oraz zgłosić to w urzędzie, to ktoś by się do Ciebie musiał osobiście pofatygować! I miała byś wszystko w jednym pokoju załatwione. ;)

    ramzel

    niedziela, 11.11.2007 at 23:48

  5. Przerabiałem to rok temu. Niestety, zapomniałem, że do USC muszę się udać w miejscu urodzenia (a pewnego majowego dnia, ze względu na dyżury szpitali, moją matkę zawieziono na porodówkę w mieście sąsiednim). Oznaczało to jeden dzień zwłoki, bo już wrócić przed 14:30, gdy to pokój, w którym przyjmowano wnioski na dowody, nie zdążyłem. Ale to nic.

    Kolejną ‘zabawę’ miałem z adresem zamieszkania. Pani w okienku triumfalnie* stwierdziła, że takiej ulicy (z nazwiskiem patrona) nie ma, jest tylko inna nazwa z imieniem i nazwiskiem patrona. (I nic to, że w starym dowodzie, z pieczątką tegoż urzędu, nie wpisano mi imienia patrona…)

    Potem było tylko czekanie. Dowód był nawet szybko gotowy (szybciej niż wskazywał oficjalny termin odbioru, tyle że ja nie zapytałem przed czasem…).

    Co do paszportu — wymieniałem tuż przed nowymi wnioskami, ale też musiałem po odbiór złogsić się do miasta wojewódzkiego, bo mój urząd mógł tylko przyjmować zgłoszenia. Urzędnicy walczyli o dalsze prawo do zajmowania się paszportami, ale władze zwierzchnie nie chciały takiego rozdrabniania urzędów. Inna sprawa, że w nowym biurze paszportowym w sąsiednim-wojewódzkim mieście, wszystko poszło sprawnie i miło.

    Wracając do dowodu — wciąż nie wymieniła go moja babcia, ale tu sami nie wiemy co i jak. Babcia nie wychodzi z domu i nie widzi. Teraz nawet sama się nie podpisze. Każde załatwianie czegoś dla babci jest bardzo trudne, wymaga dobrej woli urzędników i przymknięcia oka na to, żę ktoś inny prowadzi jej rękę składając podpis…

    —-
    *) Ton urzędniczki świadczyło o radości z upokorzenia petenta wykazaniem jego kompletnego zidiocenia.

    pak4

    poniedziałek, 12.11.2007 at 8:42

  6. Ja chyba jestem w czepku urodzony. Urzędniczka przyjmująca mój wniosek o nowy dowód nawet na mnie nie spojrzała. Przejrzała go tylko czy niczego nie brakuje i kazała mi go podpisać (zawsze to robie na końcu). Podobnie było z paszportem, pełen automatyzm działań. Chyba nawet nie odnotowała faktu, że w starym dowodzie miałem oczy piwne a do nowego zadeklarowałem brązowe… I chyba tak powinno być, bo przecież każdy jest świadomy faktu co mu grozi za fałszowanie danych… Nie wiem dalczego urzędnicy biora na siebie ciężar weryfikatorów, pieniędzy dodatkowych przecież dzięki temu nie zarabiają. Ale to poczucie władzy…
    Jak tak czytam sobie komentarze do wpisu to nachodzi mnie refleksja, że ludzie powariowali. Zamiast mieszkać do końca życia w miejscu, w którym się urodzili to kariery im się zachciewa. W średniowieczu tak było i nikt nie narzekał:).

    ith

    poniedziałek, 12.11.2007 at 12:53

  7. Uwarzam że masz dużo racji ja juz dwa razy zmieniałam dowód bo adres zameldowania mi sie zmienil.

    Myśle ze to jest bezsensu ile tak naprawde maja z tego kasy.

    A podobno nie ma nic w panstwowym budżecie ;)

    aska23

    poniedziałek, 12.11.2007 at 13:26

  8. ->ramzel, z tą chorobą to rzeczywiście działa?

    ->pak4, może potrzebne będzie notarialne poświadczenie, że twoja babcia nie może osobiście zgłosić się do urzędu – wcale by mnie to nie zdziwiło.

    ->ith, ja też nie rozumiem postępowania pani, które opisywałam – skoro wpisałam brązowe, to w czym jej to przeszkadzało? A zresztą kolor oczu się zmienia.

    Ja się teraz martwię, jak ja ten dowód odbiorę… Mogę się założyć, że wiele osób właśnie pod koniec roku ruszy po nie do urzędów:( A za 10 lat cała zabawa zacznie się od początku:)))

    elenoir

    poniedziałek, 12.11.2007 at 19:22

  9. Ja z dowodami przygód nie miałem, ale kiedy pojawiłem się w Urzędzie Podatkowym, żeby przyznano mi NIP, pani w odpowiednim okienku, kiedy wyjawiłem cel wizyty zapytała:
    - A po co panu NIP?

    komerski

    poniedziałek, 12.11.2007 at 20:11

  10. Elenoir i Ramzelu:
    Notarialne nie. Ale lekarskie — owszem. Rodzina postanowiła babcię jednak w dowód wyznaczyć, więc wiem. (Właściwie to ja miałem je załatwić wczoraj, ale nie dodzwoniono się w tej sprawie do mnie :( Dlatego, też nie mam więcej szczegółów…)

    pak4

    środa, 14.11.2007 at 7:16

  11. ciesz sie ze nie zakładasz firmy :P

    napoleonid

    środa, 14.11.2007 at 19:41

  12. Elenoir i Pak4:
    To prawda. Wiem, bo mama mojej znajomej chodzi po domach i wnioski wypełnia.

    ramzel

    czwartek, 15.11.2007 at 0:31

  13. No patrzcie państwo:)

    elenoir

    czwartek, 15.11.2007 at 21:21

  14. 18 lat kończe 5 grudnia, czy już teraz mogę wystąpić z wnioskiem o wydanie dowodu???Odpiszcie, proszę. PZDR

    evi

    niedziela, 18.11.2007 at 18:12

  15. Pojęcia nie mam. Najlepiej zadzwoń do swojego urzędu:)

    Elenoir

    niedziela, 18.11.2007 at 20:09


Dodaj komentarz