Archive for listopad, 2007
Wspomnień czar
Urodziłam się w 1982 r., więc zdążyłam się jeszcze załapać na schyłek PRLu, z tymi kolejkami po wszystko i mnóstwem codziennych absurdów. Ludzie młodsi znają to z ówczesnych polskich komedii, tak chętnie teraz oglądanych. Wszystko to wydaje się zabawne, dopóki nas samych nie dotknie. Ten post będzie dotyczył skomplikowanej operacji wymiany dowodów osobistych.
No cóż, byłam ostatnim rocznikiem, który otrzymał dowody “książeczkowe”, ważne podobno bezterminowo. Tak, wiedziałam od dawna, że do końca tego roku muszę jednak go wymienić. Z różnych względów wniosek złożyłam dopiero 22 października. Odbiór - za ok. 2 miesiące.
Ja rozumiem - trzeba iść z duchem czasu, tworzyć dokumenty trudniejsze do podrobienia itd., ale szkoda, że ten cały postęp jakoś dziwnie szerokim łukiem omija naszą administrację.
Procedura wyrobienia nowego dowodu jest idiotyczna.
Po pierwsze wniosek trzeba złożyć w miejscu zameldowania (stałego lub czasowego). OSOBIŚCIE. Stanowi to “mały” problem dla osób przebywających stale gdzie indziej (zwłaszcza zagranicą). Niby dlaczego nie może tego za mnie zrobić ktoś z rodziny? Bo pani w urzędzie musi sprawdzić, czy to, co ja we wniosku wpisałam zgadza się z rzeczywistością. Przynajmniej tak było w moim przypadku.
Ale od początku. Poniedziałek, 22 października. Mając w pamięci relacje dziennikarzy z dantejskich scen w urzędach, wstałam bladym świtem i już o 7:30 byłam z mamą pod właściwym pokojem UM w Starachowicach. I od razu sukces - byłyśmy pierwsze!:) Byłam świetnie przygotowana: wniosek wypełniony, 30 zł zapłacone przelewem, na co miałam potwierdzenie. Ale najpierw z wnioskiem trzeba iść do Urzędu Stanu Cywilnego, który, na całe szczęście mieści się w tym samym budynku. Tu znów nie dałam się nikomu wyprzedzić:) Odnalazłam właściwy, w moim mniemaniu, pokój (na framudze drzwi wejściowych była karteczka, m.in. “potwierdzanie wniosków o dowody osobiste”, czy coś w tym stylu), usiadłam i grzecznie czekałam do ósmej. Było trochę pustawo. Do pokoju, pod którym siedziałam, nikt nie wchodził. Tylko do pokoju “wydawanie aktów zgonu” weszły trzy panie, najwidoczniej tam pracujące. O ósmej zaczęłam chodzić po korytarzu. Wreszcie jakaś pani z córką weszła do tych “zgonów” i z tego, co mówiła, słyszałam, że chodzi o dowody. Więc też się tam udałam, mówię, w jakiej sprawie i nadmieniam, że powinno się zmienić te karteczki przy drzwiach, bo czekałam przy niewłaściwych, ale pani się do tego nie odniosła w ogóle. No bo przecież to jest oczywista oczywistość, że powinnam się domyślić… Żadna z tych pań, choć widziały, że siedzę pod pokojem, do którego do dnia sądu ostatecznego nikt nie przyjdzie, nie zwróciła mi uwagi… Urzędniczka coś z tym moim wniosku robiła w sąsiednim pomieszczeniu (przymknęła drzwi, bo dwie pozostałe panie chyba piły kawkę/herbatkę i komentowały wyniki wyborów) i wreszcie mogłam wrócić pod pokój, gdzie się wnioski składa.
Dałam kolejnej pani wypełniony wniosek, zdjęcia, wydruk z konta. Pani gdzieś z tym poszła, coś sprawdziła, a potem do mnie “Proszę pokazać oczy”. Otworzyłam je szeroko, i owszem, ze zdumienia:) Urzędniczka stwierdziła, że oczy to ja mam raczej piwne, a nie brązowe, jak wpisałam. Ja na to, że takiego koloru jak piwny, to chyba nie ma***. Ale pani wie lepiej: przekreśliła mi we wniosku “brązowy” i wpisała “piwny” i kazała zaparafować. Dobra, podpisałam się, żeby już tej paranoi nie przedłużać. Bałam się, że mi może jeszcze wzrost sprawdzi.
Teraz czekam na odbiór dokumentu, pewnie koło Bożego Narodzenia. Też OSOBIŚCIE i w miejscu składania wniosku. Pytałam, czy np. nie mogą mi przysłać dokumentu do urzędu miasta w Krakowie, gdzie w sumie mieszkam, no ale to oczywiście niemożliwe.
Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że tak samo będzie za każdym razem, kiedy zmienią mi się jakiekolwiek dane: nazwisko, miejsce zameldowania. A jak nie będę miała ważnego dokumentu, to mi jeszcze kary grożą.
Brak dowodu oraz uchylanie się od jego wymiany jest wykroczeniem, za które można być ukaranym grzywną.
Ustawa o ewidencji ludności i dowodach osobistych wyraźnie mówi, że ten, kto uchyla się “od posiadania lub wymiany dowodu”, podlega karze ograniczenia wolności do miesiąca albo grzywnie. Teoretycznie może to być nawet pięć tysięcy złotych - dodaje “Życie Warszawy”.
[źródło: money.pl]
Potem z mamą byłyśmy jeszcze zapłacić podatek od nieruchomości i złożyć odpowiedni formularz. Tego już mi się nie chce opisywać, powiem tylko, że musiałyśmy w tym celu odwiedzić 4 różne pokoje…
PS. Niech mi jeszcze ktoś wyjaśni, dlaczego nie mogę w tym samym miejscu złożyć wniosku o nowy paszport i dlaczego to kosztuje 140 zł?
***Jak się potem okazało, jest taki kolor, ale średnio pasuje do moich oczu. Są różne definicje tej barwy, więc chyba nawet lepiej wpisać “brązowe”… Zresztą i tak nikt tego określenia “piwne” na co dzień nie używa…
Reaktywacja
Ten blog traktuje głównie o polityce, a ponieważ kampania wyborcza wyglądała tak, jak wyglądała (tzn. uważam, że była co najmniej odstręczająca), to ledwo mogłam ją śledzić, ale pisać na ten temat było ponad moje siły. Stąd przerwa w blogowaniu:)
Naturalnie cieszy mnie wynik wyborów, a przede wszystkim większa niż zwykle społeczna mobilizacja, ale nie spodziewam się szybkich zmian na lepsze. Cóż, pożyjemy - zobaczymy.
Witam ponownie:)