Moje słuszne poglądy na wszystko:)

Archiwum dla grudzień 2007

Uwaga w Carrefourze

z 13 komentarzami

No cóż, tak się składa, że to będzie kolejny post o zakupach, konkretnie w Carrefourze (znowu w Galerii Krakowskiej – mam tam po drodze). W okresie świątecznym najazd na super- i hipermarkety trwa, więc może ten wpis się komuś przyda.

Oczywiście każdy z nas słyszał o przypadkach, kiedy cena towaru na półce sklepowej różni się od ceny przy kasie. I jakoś tak się dziwnie składa, że przeważnie na niekorzyść klienta. Trudno zwrócić na to uwagę, kiedy robimy większe zakupy i koncentrujemy się na tym, żeby nadążyć za kasjerką/kasjerem, spakować je i jak najszybciej ustąpić miejsca kolejnym klientom, żeby i oni mogli nadążyć… Większość osób nie bierze w ogóle paragonu albo zaraz go wyrzuca, więc nie są one przeważnie świadome, że zapłaciły więcej niż powinny. Widuje się też czasami ludzi, którzy robią zakupy z kalkulatorem, na bieżąco sumując ceny i potem porównują wynik przy kasie, ale to wyjątki.

W wymienionym na wstępie sklepie już trzy razy (a istnieje tam od całkiem niedawna) spotkałam się z podobną sytuacją.
Po raz pierwszy nacięliśmy się na tzw. promocję. Papier toaletowy Regina, którzy kosztuje normalnie 9,10 zł, sprzedawany był po niecałe 5 zł. Szkoda, że tylko w teorii. Bo jakiś czas później przypadkowo wpadł mi w ręce ten paragon i widniała na nim cena 9,10 zł. Ależ byłam zła…
Kolejny raz – cebula luzem. Wzięłam jedną czy dwie i dałam je do zważenia przy odpowiednim stoisku. Coś mnie tknęło i porównałam cenę za 1 kg z nalepki na tym zakupie z ceną ze stoiska. 10 gr więcej. Nie miałam czasu, więc się nie kłóciłam. Trudno. Ale stałam się bardziej uważna.
Wczoraj kupowaliśmy krakersy lajkonik. Do wyboru są zwykłe, cebulowe i sezamowe. Doszło go głosu moje wrodzone skąpstwo:)) i oczywiście wybrałam zwykłe, bo kosztowały 2,60 a pozostałe 2,90 zł. Przy kasie i na paragonie pojawiła się jednak cena 2,90 zł. No, tym razem nie dałam za wygraną. Zwróciłam na to uwagę panu kasjerowi – nie był zdziwiony, więc pewnie takie przypadki zdarzają się często. Musiałam się udać do innej kasy, czekałam głodna 15 minut… streściłam kolejnemu panu kasjerowi sprawę, poszedł sprawdzić, czy mówię prawdę, zwrócił 30 gr i jeszcze musiałam coś podpisywać. Ja sądzę, że te krakersy powinnam dostać za darmo.

Nie zrobiłam tego dla 30 groszy, ale dla zasady. Uważam, że jeśli klienci nie będą reagować, to takie praktyki nigdy nie znikną. Nie wiem, czy zawyżanie cen przy kasie to działanie celowe, czy efekt bałaganu i chaosu. Na pewno nie dzieło przypadku – zbyt często się powtarza w jednym i tym samym miejscu i zbyt często się o tym słyszy.

Jeśli więc mogę coś doradzić, doradzam dużo idącą ostrożność, podczas każdych zakupów, nie tylko tych dużych.

Written by elenoir

piątek, 21.12.2007 at 13:54

Dziewczynki do mopów!

z 19 komentarzami

Szukając prezentu dla siostry odwiedziłam dzisiaj sklep Smyk w Galerii Krakowskiej. Szukałam fajnej maskotki (stwierdziła jednak, że woli współczesną powieść obyczajową), ale coś innego zwróciło moją uwagę.

Przechodziłam obok półek z napisem “zabawki dziewczęce” (czy jakoś tak). I co ukazało się moim oczom? Zestaw do sprzątania z minimopem ["Pomocny przy zabawie w porządki domowe i przy nauce sprzątania po sobie."], kolorowy odkurzacz ["Kolorowy odkurzacz do wyposażenia małej pani domu. Zabawa w dom i rodzinę będzie jeszcze ciekawsza."], żelazko, lalki ["Zadbaj o swoją małą córeczkę. Możesz dać jej smoczka, nakarmić ją lub przebrać."], wózki dla lalek ["Ładne kolory ucieszą każdą małą damę - mamę."], kasa sklepowa ["Zestaw wyposażony w koszyk z zakupami oraz zabawowe pieniądze."]… Na półce widziałam też kolorową pralkę, ale nie znalazłam linku. Ok, rozumiem lalki i wózki, ale mop???

Na stronie internetowej sklepu przy każdym z wyżej wymienionych produktów znajduje się adnotacja: “dla: Dziewczynki”. Czyli jak to jest? Chłopców nie powinno się przyzwyczajać do sprzątania po sobie, do prasowania, do prania, do opieki nad dziećmi? A dziewczynki już od najmłodszych lat powinny się wdrażać swoje przyszłe “obowiązki”?

Firma uzasadnia to w ten sposób:

Zainteresowania chłopców i dziewczynek w wieku powyżej 3 lat są już jednak często zupełnie inne, dlatego dostępna jest również różowa oraz niebieska linia SMIKI. Pierwsza z nich to zabawki dla dziewczynek, druga – dla chłopców.
[źródło: smyk.com]

Oczywiście wszystkie wymienione wyżej zabawki są różowe.

Mycie podłogi czy prasowanie to naprawdę fascynujące, godne zainteresowania zajęcia. Uważam, że również panowie od najmłodszych lat powinni mieć możliwość im się poświęcać. Aż dziw, że chłopców to jakoś nie pociąga. To chyba przez ten kolor. Apeluję do firmy Smyk o wprowadzenie zestawów do sprzątania w kolorze niebieskim!!!

Dobrze, że nie wszystkie produkty oferowane w tym sklepie są podzielone wg płci, np. laptop edukacyjny czy laboratorium chemiczne są przeznaczone dla każdego, nawet dziewczynek. Chociaż … Moja pierwsza kuchnia jest niby dla wszystkich, ale… “Moja pierwsza kuchnia to zestaw dla małej kucharki. Zawiera on niezbędne przybory do przygotowania pysznych dań dla gości lub własnej laleczki.” Bez komentarza.

Jeśli nic się nie zmieni, to moja noga więcej tam nie postanie.

Dodam także, że jak najszybciej należy powołać pełnomocnika rządu ds równego statusu kobiet i mężczyzn, który i tą sprawą powinien się zająć. Może niekoniecznie w pierwszej kolejności – wiem, że są ważniejsze rzeczy do załatwienia – ale jak najszybciej. Nie chodzi mi oczywiście tylko o sklepy Smyk, ale w ogóle o sprowadzanie kobiet do roli kucharek i sprzątaczek w książkach, programach dla dzieci. I w życiu.

Written by elenoir

sobota, 15.12.2007 at 23:27

Koniec marzeń o sekularyzacji

z 19 komentarzami

Głosując na PO liczyłam się, oczywiście, z tym, że jest to partia, przynajmniej światopoglądowo, konserwatywna. Ale bez przesady. Nowa minister oświaty K. Hall zdaje się kontynuować, przynajmniej pod pewnymi względami, politykę min. Giertycha.

Po wczorajszym spotkaniu przewodniczącego Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski arcybiskupa Kazimierza Nycza z minister edukacji narodowej Katarzyną Hall wydano komunikat, w którym napisano, że prace nad maturą z religii będą kontynuowane.
[źródło: onet.pl]

No tak, po co konsultacje społeczne czy merytoryczne, badania, czy w ogóle jest zainteresowanie zdawaniem tego przedmiotu na religii, policzenie, ile ta fanaberia by kosztowała – wystarczy spotkanie z biskupem, na którym pani minister doznała chyba ogólnej iluminacji i już wszystko na ten temat wie.
Niesprawiedliwa wobec części uczniów jest już obecna sytuacja, kiedy stopień z religii jest wliczany do średniej. Ale zdawanie matury z religii to już kompletny nonsens. Nawet jeśli byłby to tylko przedmiot dodatkowy do wyboru.

Po pierwsze religia to przedmiot szczególny, trudno postawić go w jednym rzędzie np. z matematyką, językiem polskim czy nawet wiedzą o tańcu (czego pewnie uczą w liceach artystycznych). Jest to przecież zestaw w żaden sposób nieuzasadnionych wierzeń grupy osób (w Polsce, i owszem, licznej grupy). Jeszcze religioznawstwo, wykładane przez kompetentnych nauczycieli, miałoby może jakiś sens – poszerzałoby horyzonty myślowe i światopoglądowe uczniów. Ale po co za pieniądze podatników utwierdzać młodych ludzi w wierze w nonsensy?

Po drugie to, czego na tych lekcjach rzeczywiście się uczy, trudno nazwać religią. Program zawiera przeważnie wpojenie dzieciom podstawowych modlitw, regułek i prawd wiary oraz znajomości wybranych części Biblii. Z tego, co pamiętam, w podstawówce należało też ładnie prowadzić zeszyt i ozdabiać go szlaczkami. Generalnie zakres materiału nie był zbyt szeroki czy urozmaicony. Z czego tu egzaminować?

Po trzecie, jeśli kościołowi katolickiemu tak zależy na wprowadzeniu matury z religii, to niech za ten egzamin i jego przygotowanie zapłaci. Tymczasem na katechetów to my się składamy.
Pieniądze podatników można wydać o wiele sensowniej. W ogóle jakoś się nie słyszy, i nie słyszało również za poprzednich ministrów, o kosztach tego przedsięwzięcia. A szkoda.

Premier Donald Tusk oświadczył, że nie zapadły żadne ustalenia w kwestii ewentualnego umieszczenia religii jako przedmiotu dodatkowego na maturze
Przebywający w Rzymie szef rządu zdementował w ten sposób doniesienia medialne, jakoby decyzja w tej sprawie miała zapaść na wczorajszym spotkaniu arcybiskupa Nycza z minister edukacji Katarzyną Hall. Tusk przekonywał, że decyzje o tym, jak będzie wyglądać matura, będą zapadać w rządzie, a nie podczas bilateralnych rozmów z osobami spoza jego składu. Premier dodał również, że ani przez chwilę nie odnotował nacisków w tej sprawie, także ze strony Kościoła.
[źródło: jw]

Ok, w rządzie, ale może mam nadzieję, że po konsultacjach z podatnikami. Jestem pewna, że większość będzie przeciw.

Zastanawiam się, w jaki sposób kościół katolicki zaskarbia sobie przychylność KAŻDEJ kolejnej ekipy rządzącej… Prośbą czy groźbą?

Written by elenoir

piątek, 7.12.2007 at 21:31