Filmowa noc
Spędziłam ją smacznie sobie śpiąc, bo tylko raz w życiu (dla swego usprawiedliwienia dodam, że w czasach podstawówki) przyszło mi do głowy, żeby obejrzeć całą oscarową noc.
Oczywiście jest to ważna nagroda, zwłaszcza z marketingowego punktu widzenia, bo wpływa na sprzedaż biletów i płyt, ale nie zawsze nagradzane są filmy rzeczywiście na to zasługujące, a i sama ceremonia nie jest szczególnie emocjonująca. Wyreżyserowane spotkanie towarzystwa wzajemnej adoracji, z elementami zawiści i obłudy. Nagle wszystkim zbiera się na wyznania miłości i przesadną skromność, sukces zawdzięczają (rzekomo) wszystkim, ale nie sobie.
Mnie osobiście interesują jedynie pokazy mody na czerwonym dywanie. Co prawda wydawanie tysięcy dolarów na kawałek (niekiedy bardzo skąpy) materiału uważam za bezsensowne, mimo wszystko jednak popatrzeć sobie można. I pokrytykować:)
Tylko kilka kreacji mi się spodobało (kolejność bez znaczenia):




Oglądałam oczywiście kilka filmów nominowanych i/lub nagrodzonych w tym roku. Krótko na ich temat:
1. “To nie jest kraj dla starych ludzi” - zdecydowanie wart obejrzenia, o przeciętnym facecie, który znajduje mnóstwo pieniędzy, przywłaszcza je sobie, a potem ucieka przed mordercą z dziwną grzywką i wiarą w moc przeznaczenia. Ciekawy klimat.
2. “Pokuta” - akcja toczy się tuż przed i w czasie II wojny światowej, końcówka współcześnie. Mała dziewczynka z typowym dla swego wieku przerostem wyobraźni oskarża o zgwałcenie kuzynki niewłaściwego mężczyznę, ukochanego swej starszej siostry. Trafia on do więzienia, potem na front, a siostry do szpitala pomagać rannym. Biedna Keira Knightley zawsze tak samo szczerzy ząbki, no ale to nie jej wina.
3. “Sweeney Todd” - powiem tak - scenografia mi się podobała, aktorstwo mi się podobało, piosenki nie za bardzo. Ale przede wszystkim jest to bardzo makabryczny film. Nawet średnio wrażliwym nie polecam. Gdyby to jeszcze było tylko o zabijaniu, ale nie… było jeszcze o innowacyjnym wykorzystaniu zwłok w piekarnictwie…
4. “Ultimatum Bourna” - niezły film sensacyjny, ale bez przesady. Oscar za dźwięk i montaż. Nie znam się na dźwięku, ale za do montażu, bardzo szybko zmieniających się ujęć, musiałam się przez parę minut przyzwyczajać.
5. “Michael Clayton” - też całkiem niezły film. Prawnik od brudnej roboty w starciu z koncernem chemicznym. Rzeczywiście ciekawa rola Tildy Swinton, w której podobno “płynie błękitna krew szkockich rycerzy”:) oraz Toma Wilkinsona.
6. “Elizabeth - Złoty wiek” - zasłużony Oscar za kostiumy, jak zwykle świetna Cate Blanchett, ale fabuła taka sobie.
7. “Złoty kompas” - nie za bardzo to było porywające, zwłaszcza jak na fantasy.
Teraz czekam na możliwość obejrzenia “Aż poleje się krew”, choć po sobotnim seansie “Sweeney Todd” wszystko, co ma z tytule choćby krew budzi we mnie dreszcze:)
Filed under: Film, Wydarzenie | Otagowane: Film, kino, Oscary



Nie ma nic o KRUSie???
Jak to tak? O Oscarach bez ‘Katynia’? No coś ty? ;)
No tak, jakoś mi umknęło:)
Myślę, że “Katyń” nominację do tej nagrody dostał przypadkiem, bo z pewnością nie jest to film wybitny, zresztą wybitność nie jest bynajmniej cechą wszystkich nagradzanych Oscarami filmów. Nie wiem, czy pozostałe filmy nominowane w tej kategorii były lepsze - nie oglądałam żadnego z nich.
Niewątpliwie “Katyń” to film ważny dla Polaków i tylko dla nas do końca zrozumiały. Nawet wybrałam się na to do kina i wzruszyłam (często troszkę sobie płaczę na filmach), ale potrafię spojrzeć nań w miarę obiektywnie.
Zdziwiły mnie mocno wyniki sondażu dla dziennika “Polska”, z którego wynika, że 55,5% ankietowanych uważa “Katyń” za najlepszy polski film wszech czasów. 20,9% wybrało “Krzyżaków”, a 20,4% “Potop”. Jeśli miałabym wskazać najlepszy z tych trzech, to byłby to “Potop”. Przeczytałam o tym tutaj: http://wiadomosci.wp.pl/kat,83914,wid,9690589,prasaWiadomosc.html?ticaid=156d1 .
W tekście, który kryje się pod powyższym linkiem zwraca uwagę takie zdanie:
“Dzięki umiejętnemu lobbingowi kaźń naszych oficerów obejrzały aż dwa tysiące członków Amerykańskiej Akademii Filmowej, czyli jedna trzecia oscarowych jurorów”.
Trudno coś takiego wystarczająco dobitnie skomentować.
PS. A poza tym uważam, że KRUS powinien zostać zlikwidowany:))
No cóż dla mnie Katyń to: nuda, nuda, jatka, koniec.
O There Will Be Blood się nie obawiaj - wbrew tytułowi nie ma tam za wiele krwi. Uważam, że akademia źle wybrała, bo ten film jest dziełem o wiele dojrzalszym i uniwersalnym niż film Coehnów - ale to moje zdanie.
Z tymi sondażami to tak jak z poparciem PO. A nawiasem mówiąc na Katyń powinno się posyłać dzieci za karę. Im ktoś więcej przeskrobał tym dłużej musi siedzieć w kinie.
Katyń… trochę zbytnio się podniecono tą nominacją. To oczywiście wielkie wyróżnienie dla filmu i należy go pogratulować, ale bez przesady.
Co do reszty… hm… pamiętam jak spotkałem znajomą na koncercie. W przerwie dzwoniła do swojej cioci: “A wiesz, jaką śliczną suknię miała ta wiolonczelistka!!!!” :)
Katyń jest jaki jest, ale słyszałem głosy. iż pierwszy film o Katyniu musiał być właśnie taki. I nie jest to głos pozbawiony sensu.
A tak w ogóle to co ty masz do Keiry Knightley? He…? ;)
Mi film podobał się bardzo. Choć rewelacyjny nie był i nic odkrywczego nie przekazywał, a całą sprawę troszkę upraszczał. Ale ja ostatnio czytam Jane Austen i mogę się godzinami gapić na angielskie dwory, łąki i Londyn. :D
No i historia jak dla mnie opowiedziana w sposób wciągający. Zwłaszcza to wyznanie na końcu, aż widać w niej ulgę, że w końcu zacznie zapominać swoją przeszłość.
A no i muzyka w “Pokucie” rewelacyjna.
->pak, mam nadzieję, że ten jeden przykład nie skłonił cię do myślenia, że wszystkie kobiety zajmują się tylko albo głównie ubraniami:).
-> dru’, nic nie mam do Keiry Knightley - poza tym, że nie jestem jakoś zachwycona jej aktorstwem. Widziałam kilka filmów, w których grała i we wszystkich robiła to bardzo podobnie. No i musisz chyba przyznać, że robi często dziwne miny:)
Mnie również końcówka “Pokuty” podobała się bardzo, choć można dyskutować nad słusznością słów Briony.
A propos Jane Austen i Keiry. OKROPNIE zagrała Elżbietę Bennet w ekranizacji “Dumy i uprzedzenia” (moja ulubiona książka tej autorki) z 2005 roku i tego jej nie zapomnę:( W ogóle ten film był beznadziejny w porównaniu z serialem BBC z 1995 roku.
Elenoir:
Co to, to nie. Po prostu się nauczyłem, że jeśli mam o czymś opowiedzieć kobiecie, to lepiej i na takie pytanie się przygotować. A zawsze miałem podejście znajomego, który zapytany przez siostrę o ślub (”Jak było?”) odpowiedział:
– No, normalnie. Pobrali się.
– Ale jaką suknię miała panna młoda?!
– Hm… zaraz… wiem! Białą!
dru’ & Elenoir:
Zerkam czasem na http://www.janeausten.pl (długa historia dlaczego). Tam sprawę Keiry dyskutowano intensywnie. Z propozycjami darmowych konsultacji logopedycznych włącznie :)
Ja tym filmem jestem zauroczony. Jakoś tak cały mi podszedł, ale książki przed nim nie czytałem i innych ekranizacji też nie, tak, że nie mam z czym porównywać.
Co do aktorstwa Keiry i dziwacznych uśmiechów, to raczej się zgodzę. Tak ją jakoś sympatią darzę… Właśnie w “Dumie…” mi się spodobała. Choć nie przeczę, że gdyby była tam inna aktorka to podobała by mi się równie bardzo. Dla mnie najmocniejszym punktem filmu była scenografia. Miejsca do zdjęć wybrali moim zdaniem doskonale.
Co do końcówki to się zgadzam. Poza tym myślę, że to było trochę nierzeczywiste. Ileż można cierpieć z powodu jednego błędu, zwłaszcza gdy było się kimś tak młodym?
No i ku memu zaskoczeniu tragiczny koniec miłości jakoś nie zrobił na mnie należytego wrażenia.
->pak, ciekawe podejście no i w sumie często spotykane u panów. Wy, patrząc na kobietę, zwracacie uwagę na coś zupełnie innego;)
->dru’, nie znam osoby, która czytałaby tę książkę i widziała w dodatku serial BBC, i której jednocześnie podobała się wersja z 2005 roku. Nie wyobrażam sobie, żeby np. panią Bennet, pana Collinsa albo pana Darcy’ego ktoś zagrał lepiej niż aktorzy w serialu. Bardzo polecam jego obejrzenie - 6 ok. 45minutowych odcinków. Kiedy jestem chora albo mam paskudny humor oglądam wszystkie:)
A co do “Pokuty”… mi się wydaje, że błędów, które przysporzyły cierpień innym ludziom, zwłaszcza nam bliskim, żałuje się bardzo długo.