Moje słuszne poglądy na wszystko:)

Archiwum dla kwiecień 2008

Wycieczka do Ojcowa

z 6 komentarzami

Niektórzy mają tzw. długi weekend, inni (w tym ja) nie do końca. Nie możemy sobie pozwolić na dalekie wojaże, ale na krótką wycieczkę czas się znajdzie. Co prawda, ostatnio już jedną odbyliśmy, więc możemy polecić, jeśli ktoś nie ma innych planów.

W ubiegły poniedziałek trochę spontanicznie wybraliśmy się do OPN. Myślę, że warto, zwłaszcza, jeśli ktoś mieszka w okolicy:) Ja, choć w Krakowie mieszkam od paru już lat, to (wstyd się przyznać) byłam w Ojcowie po raz pierwszy. Ale na pewno nie ostatni, bo wszystkiego nie zdążyliśmy zobaczyć.

Dojazd z Krakowa jest prosty – co jakieś pół godziny z dolnej płyty RDA w Krakowie odjeżdża bus do Olkusza.

Wysiedliśmy w Białym Kościele i bardzo szybko się zgubiliśmy:)) Wyjazd był spontaniczny, więc nie mieliśmy mapy, tylko taki szkic ze strony OPN (uwaga – nie jest on szczególnie wierny…). Zamiast iść żółtym szlakiem, skręciliśmy w najbliższą uliczkę, która biega mniej więcej w kierunku Doliny Prądnika. Gdyby nie mgła i bardzo słaba widoczność, to może nawet byśmy tam w końcu trafili… A tak trzeba się było przedzierać przez jakieś chaszcze i cudze podwórko (bynajmniej nie to poniżej;)).

Do parku weszliśmy w okolicy Prądnika Korzkiewskiego i potem idąc czerwonym szlakiem dotarliśmy do Bramy Krakowskiej, przez którą kiedyś podobno prowadził szlak handlowy na Śląsk.

Ten sam szlak wiódł nas dalej Doliną Prądnika. Mijaliśmy Skały Panieńskie i Kawalerskie oraz Igłę Deotymy. No cóż, skały jak skały:) Potem skręciliśmy w lewo i czarnym szlakiem udaliśmy się do Groty Łokietka (wstęp 7 zł, w pobliżu jest nawet toaleta). Ponieważ to początek sezonu i tłumów jeszcze nie było, pan przewodnik był do naszej wyłącznej dyspozycji;) Naturalnie usłyszeliśmy legendy związane z tym miejscem – rzekomo ukrywał się tu Władysław Łokietek. Na szczęście dopiero na końcu poznaliśmy tę o pająkach…

W Ojcowie wiele do oglądania nie ma, z zamku została brama wjazdowa, częściowo wieża i trochę gruzów, ale widok na dolinę bardzo ładny.

Wytrwale podążaliśmy nadal szlakiem czerwonym, trochę lasem, trochę ulicą, trochę polnymi drogami (nawiasem mówiąc grząskimi z powodu błota).

Dotarliśmy do Grodziska, gdzie znajduje się dobry punkt widokowy i mały kościółek (naturalnie był zamknięty).

W końcu dotarliśmy do Pieskowej Skały, gdzie pokręciliśmy się trochę po dziedzińcu, bo zamek w poniedziałki i dni “poświąteczne” jest zamknięty – nie mam pojęcia dlaczego… Naturalnie obejrzeliśmy także maczugę Herkulesa.

Potem przeszliśmy przez walący się mostek i dalej szlakiem żółtym staraliśmy się dotrzeć przez Sąspów do Jerzmanowic. Nie będę ukrywała, że znów trochę źle skręciliśmy i powrót trwał o godzinę dłużej niż powinien;))) Ale co się nachodziliśmy, to nasze;)))

Szkoda tylko, że oznakowanie szlaków pozostawia tak dużo do życzenia. Osobom, które tak jak jak potrafią się zgubić nawet w galerii handlowej, nie jest łatwo, oj nie jest…

Więcej zdjęć tutaj:

Ojców

PS. W zeszłym roku pisałam o wycieczce w Pieniny.

Written by elenoir

poniedziałek, 28.04.2008 at 20:17

Bycie anty w dobrym tonie

z 10 komentarzami

Czy tylko ja mam wrażenie, że mniej więcej co dziesiąta osoba, którą mijam na ulicy nosi arafatkę? W sklepach jest naprawdę duży wybór szalików, chust i apaszek, a zatem widocznie wybierają te właśnie świadomie. Świadomi mody, ale czy świadomi symbolu?

Kefija noszona jest w krajach arabskich, również przez terrorystów, i z nimi jest kojarzona. Oczywiście nie wszyscy “bojownicy o wolność” to przestępcy, ale znacząca większość tak.

Osobę noszącą taki czy inny symbol utożsamia się przecież z tym, co ten symbol reprezentuje, z czym się kojarzy i z tym, kto jeszcze się nim posługuje. Ja nie rozumiem, dlaczego te chusty są modne w takiej np. Polsce, bo mnie kojarzą się źle.

To samo było z Che Guevarą na koszulkach. Przecież to był po prostu morderca i zbrodniarz. Ale kto by się tym przejmował, skoro jego twarz na ciuchach sugeruje niezależność i postępowość tak przyodzianego kontestatora rzeczywistości.

Teraz najbardziej na czasie jest protestowanie przeciwko sytuacji w Tybecie i nawoływanie do bojkotu towarów wyprodukowanych w Chinach.

Naturalnie chyba każdy z nas potępia zachowanie tego państwa, ale tak naprawdę niewiele możemy zrobić. Chiny bardzo wiele znaczą dla światowej gospodarki i światowych mocarstw, tak że poważnych międzynarodowych protestów spodziewać się nie można, nie na szczeblu dyplomatycznym, politycznym, nie mówiąc już o interwencji. Można oczywiście nosić jakiś znaczek, oflagować się itd., ale bojkotowanie towarów wyprodukowanych w Chinach, wytwarzanych przecież także przez zagraniczne koncerny, nawet polskie, jest nonsensem.

Po pierwsze jest trudne – bo naprawdę mnóstwo rzeczy stamtąd sprowadzamy, po drugie jest drogie – te towary są znacznie tańsze. Ktoś zaproponował, żeby bojkotować produkty sponsorów olimpiady: coca-colę i adidasa. Śmieszne, przecież te firmy nie wybierają miejsca, w którym odbywają się igrzyska, tylko MKOL. Dotowałyby olimpiadę, gdziekolwiek by się odbywała.

Dziennikarze nieustannie nagabują sportowców, którzy pojadą do Chin, pytając, jak zaprotestują przeciwko sytuacji w Tybecie. Czy wejdą na podium, co powiedzą na konferencji prasowej, czy przypną sobie coś do koszulki itd. Bez przesady. Nie możemy na nich delegować naszego sprzeciwu, naszych politycznych postaw i wymagać żeby ryzykowali utratę tytułu, na który pracowali latami.

Ktoś powiedział w radiu, że dużo większe znaczenie będzie miało zetknięcie zwykłych Chińczyków ze zwykłymi gośćmi z zagranicy, z inną kulturą, z innym sposobem bycia i życia. Zobaczą, że może być inaczej. I mnie się wydaje, że miał słuszność. Może to akurat zaowocuje .. kiedyś.

No ale nawoływanie do bojkotu jest w dobrym tonie i jest proste (nawoływanie, nie bojkot), a apogeum nastąpi pewnie w czasie igrzysk. Można się dowartościować i zapracować na odpowiednią opinię w otoczeniu i to bez większego wysiłku.

Written by elenoir

czwartek, 17.04.2008 at 22:59

Mistrz i Małgorzata w TVP

z 8 komentarzami

Rzadkie są chwile, w których żałuję, że nie mam telewizora czy karty telewizyjnej, ale czasami tak właśnie jest. Było tak również wczoraj, kiedy na onecie przeczytałam artykuł z Tygodnika Powszechnego o rosyjskim serialu “Mistrz i Małgorzata”, który, o dziwo, będzie pokazywany w TVP – wczoraj, zdaje się, emitowano pierwszy z dziesięciu odcinków.

To jedna z moich ulubionych książek, może nawet ta najbardziej ulubiona, czytałam ją parę razy, ale dotąd nie widziałam żadnej adaptacji. Dlatego ta informacja tak bardzo mnie zainteresowała. Nie kupię sobie tv, żeby obejrzeć jeden serial, więc szukałam innych możliwości.

Merlin odpada – sprzedają każdy odcinek osobno po ok. 30 zł. Na allegro było już lepiej – ok. 110 zł. Tymczasem okazało się, że całość jest dostępna na youtube. Oczywiście – jakość jest taka sobie (zwłaszcza przy wyświetlaniu na pełnym ekranie), każdy odcinek jest podzielony na kilka ok 10minutowych fragmentów, ale da się oglądać.

Tutaj pierwsza część odcinka pierwszego: http://www.youtube.com/watch?v=WLQ6rwF7LJM . Ewentualnie można poszukać samemu wpisując frazę “Master and Margarita“. Są napisy w języku angielskim.

Naturalnie to tylko adaptacja i wielbiciele tej powieści na pewno nie będą nią w pełni usatysfakcjonowani. Aktorsko jest niezła (co prawda inaczej wyobrażałam sobie np. Wolanda), za to efekty specjalne kiczowate (te fluoroscencyjne oczy Helli…). Myślę też, że niepotrzebnie postaci używają nazwy NKWD – kto wie, może Bułhakow by ją zastosował, gdyby mógł (ale nie mógł), ale moim zdaniem, czar tej powieści polega m.in. na niedopowiedzeniach – a przecież i tak wiadomo było, o co chodzi.

Obejrzałam wczoraj 5 odcinków i zaraz zasiądę do reszty. Polecam, myślę, że warto.

PS. Dziennikarze, dziennikarze… W akapicie czwartym pani Anita Piotrowska napisała:

Jak wiadomo, wszystko zaczęło się od tego, że komsomołka Annuszka rozlała na ulicy olej słonecznikowy.

Komsomołką była kobieta prowadząca tramwaj, na pewno nie Annuszka. W sumie drobny błąd, ale jednak.

Written by elenoir

wtorek, 15.04.2008 at 18:24

Ekologia na pokaz

z 13 komentarzami

Ekologia jest modna i dobrze. Nawet jeśli ktoś dba o środowisko tylko na pokaz, to środowisku wychodzi to i tak na dobre. Mniej ważne są intencje, ważniejsze są skutki.

Jednakże ja radykalizm w większości dziedzin uważam za niebezpieczny. Przeczytałam właśnie artykuł na gazeta.pl o freeganach. W skrócie – to (na szczęście stosunkowo niewielka) grupa zamożnych osób (z Ameryki i Europy Zachodniej), którym się wydaje, że wyłączając lodówkę i rezygnując z papieru toaletowego zbawią świat.

Ale ich działania nie ograniczają się tylko do tego. Odłączają prąd i bieżącą wodę, nie latają samolotami, kupują ubrania w second handach (czego akurat nie potępiam) i zdobywają jedzenie na śmietnikach. Smacznego.

Czy im się aby nie poprzewracało w głowach? Owszem, prorocy wieszczą, że żyjemy w epoce i w szponach postępującego konsumpcjonizmu. A kiedy to nie żyliśmy? Obecnie po prostu mamy większy wybór i możliwości. A i to tylko w niektórych częściach globu.

Kiedy Colin Beavan ogłosił, że żyjąc w Nowym Jorku, ograniczy zużycie energii i konsumpcję, znajomi stukali się w czoło. ‘To jest do zrobienia, ale na wsi’ – mówili. On uznał jednak, że nie można zostawiać spraw środowiska innym. Większość Amerykanów żyje w mieście. ‘Musimy wziąć sprawy w swoje ręce, bo państwo nic nie zrobi’ – pisze na swoim blogu Sharon Astyk, która od czterech lat wzywa, żeby w domach zużywać tyle energii co chiński wieśniak, czyli o 90 proc. mniej.

Nie rozumiem, dlaczego od razu nie przeniesie się do jakiejś chińskiej wioski, ze wszystkimi jej “udogodnieniami”. Mogę się założyć, że gdyby ów “chiński wieśniak” tylko mógł, zużywałby tyle samo prądu, co przeciętny Amerykanin, ale tymczasem nie stać go pewnie na podstawowe sprzęty AGD itd. Oczywiście, można bez nich żyć, ale co to za życie?

Skoro ludzkość, po tysiącach lat ewolucji, zdołała wyprodukować samochody, samoloty i kanalizację, to dlaczego z tych zdobyczy nie skorzystać? To, że nie będzie robiła tego grupka osób, niczego nie zmieni, bo większość ludzi nigdy nie weźmie z nich przykładu. Zdaję sobie sprawę z zanieczyszczeń powodowanych przez samoloty, ale chyba lepiej działać na rzecz np. stworzenia lepszego paliwa lotniczego, bo to przynajmniej może mieć sens.

Oczywiście ekologia może być sposobem na życie. Są ludzie, którzy lubią cierpieć za miliony i poświęcać się dla wyższych celów. Ja uważam, że to nie jest normalne i wbrew podstawowym ludzkim instynktom.

Są też ludzie, którzy cierpią tylko publicznie, a prywatnie bynajmniej nie są męczennikami za wspólną Sprawę. Czytaj resztę wpisu »

Written by elenoir

niedziela, 6.04.2008 at 19:41

Przypadki konsumentki

z 3 komentarzami

Dziś o KKM (dla osób spoza Krakowa – jest to Krakowska Karta Miejska). Dzięki niej zniknęły liczące niekiedy kilkadziesiąt metrów kolejki pod punktami sprzedaży biletów okresowych, bo można doładować sobie kartę w automatach w centrum miasta. Bardzo dobry pomysł i na ogół się sprawdza. Chyba, że ktoś ma pecha:)

Ja chyba miałam. Zbliżał się nieuchronnie 2 kwietnia, kiedy to mój bilet miesięczny (zapisany na karcie) tracił ważność, a zatem w niedzielę postanowiłam go sobie przedłużyć – oczywiście w automacie. Wybrałam odpowiednią opcję, wciągnęło mi pieniądze i … i pojawił się komunikat “błąd podczas drukowania”. Na całe szczęście automat zwrócił mi pieniądze, ale biletu nie kupiłam. Poszłam do następnego automatu – to samo. Na kilka różnych sposobów próbowałam włożyć tam tę kartę – nic. A widzę, że ludzie przede mną nie mają problemów. Następnego dnia – to samo.

Naturalnie postanowiłam sprawdzić w internecie, czy ktoś już miał taką sytuację. Najwidoczniej tak. Zadzwoniłam na informację mpk i tam mi powiedziano, że najlepiej iść do któregoś z punktów i tam wymienią mi kartę za darmo.

Zrobiłam to dzisiaj. Pani w okienku powiedziała mi jednak, że u niej w systemie nie widać żadnego błędu i podstawy do wydania nowej karty nie ma. Może mi zapisać na karcie nowy bilet. Ja na to, że nic mi z tego nie przyjdzie, skoro za miesiąc znów będę musiała przyjść do punktu, żeby kupić kolejny, a na KKM zdecydowałam się, żeby robić to w wygodnym dla mnie czasie blisko domu. Pani jednak nadal trwała przy swoim, że podstaw nie ma. Trochę to trwało.

Zapytałam zatem, czy mogę napisać reklamację. Pani powiedziała, że tak i że będę musiała opisać tę sytuację itd. Naturalnie, że bym opisała:)) Bardzo szczegółowo. Pani jednak postanowiła (szkoda, że dopiero kiedy zaczęłam mówić o reklamacji) jeszcze się skonsultować. Skończyło się na tym, że dostałam nową kartę za darmo, a starą wyślą gdzieś do wyjaśnienia. Jak się człowiek nie upomni i nie postawi…

Za szybkie rozpatrzenie i załatwienie reklamacji muszę pochwalić Almę. Kupiliśmy tam termos, który już następnego dnia zaczął przeciekać, a już niecały tydzień po złożeniu reklamacji (mieliśmy na szczęście paragon) dostałam list polecony z informacją o uznaniu reklamacji i zaproszenie po odbiór pieniędzy.

Może większość wie, ale może nie wszyscy, jak najsprawniej to załatwić.

Najprościej powołać się na niezgodność towaru z umową – taką reklamację składamy u sprzedawcy. Można t0 zrobić do 2 lat po zakupie, ale nie później niż 2 miesiące po zauważeniu przez nas wady. Co więcej – jeśli zrobimy to w ciągu 6 miesięcy od kupna, domniemywa się, że niezgodność istniała już w chwili sprzedaży, jeśli po upływie 6 miesięcy – musimy to udowodnić.

Naturalnie najlepiej zrobić to na piśmie i wziąć potwierdzenie przyjęcia reklamacji przez sprzedawcę. W naszym przypadku pani w biurze obsługi klienta Almy wypełniała z nami protokół reklamacyjny wg gotowego wzoru.

Ważne, żeby była tam data przyjęcia reklamacji przez sprzedawcę – jeśli nie ustosunkuje się do niej w ciągu 14 dni i nie poinformuje o tym klienta – przyjmuje się, że ją uznał. Jeszcze jedno jest istotne - trzeba zaznaczyć, czy wolimy wymianę towaru czy zwrot pieniędzy. Jeśli tego nie zrobimy, to sprzedawca wybiera sposób załatwienia reklamacji.

Na protokole w Almie było to napisane jakoś tak:
zwrot środków/wymiana towaru.
Zapytałam, czy niepotrzebne mogę skreślić. Pani odpowiedziała, żeby na jej egzemplarzu nie skreślać, tylko dopisać “zwrot środków”.

W Tok FM jest na ten temat ciekawy program – o 20 we wtorki – gośćmi są prawnicy z Federacji Konsumentów – można zadać pytanie przez telefon lub gg. Polecam.

Written by elenoir

środa, 2.04.2008 at 18:57