Wycieczka do Ojcowa
Niektórzy mają tzw. długi weekend, inni (w tym ja) nie do końca. Nie możemy sobie pozwolić na dalekie wojaże, ale na krótką wycieczkę czas się znajdzie. Co prawda, ostatnio już jedną odbyliśmy, więc możemy polecić, jeśli ktoś nie ma innych planów.
W ubiegły poniedziałek trochę spontanicznie wybraliśmy się do OPN. Myślę, że warto, zwłaszcza, jeśli ktoś mieszka w okolicy:) Ja, choć w Krakowie mieszkam od paru już lat, to (wstyd się przyznać) byłam w Ojcowie po raz pierwszy. Ale na pewno nie ostatni, bo wszystkiego nie zdążyliśmy zobaczyć.
Dojazd z Krakowa jest prosty - co jakieś pół godziny z dolnej płyty RDA w Krakowie odjeżdża bus do Olkusza.
Wysiedliśmy w Białym Kościele i bardzo szybko się zgubiliśmy:)) Wyjazd był spontaniczny, więc nie mieliśmy mapy, tylko taki szkic ze strony OPN (uwaga - nie jest on szczególnie wierny…). Zamiast iść żółtym szlakiem, skręciliśmy w najbliższą uliczkę, która biega mniej więcej w kierunku Doliny Prądnika. Gdyby nie mgła i bardzo słaba widoczność, to może nawet byśmy tam w końcu trafili… A tak trzeba się było przedzierać przez jakieś chaszcze i cudze podwórko (bynajmniej nie to poniżej;)).
Do parku weszliśmy w okolicy Prądnika Korzkiewskiego i potem idąc czerwonym szlakiem dotarliśmy do Bramy Krakowskiej, przez którą kiedyś podobno prowadził szlak handlowy na Śląsk.

Ten sam szlak wiódł nas dalej Doliną Prądnika. Mijaliśmy Skały Panieńskie i Kawalerskie oraz Igłę Deotymy. No cóż, skały jak skały:) Potem skręciliśmy w lewo i czarnym szlakiem udaliśmy się do Groty Łokietka (wstęp 7 zł, w pobliżu jest nawet toaleta). Ponieważ to początek sezonu i tłumów jeszcze nie było, pan przewodnik był do naszej wyłącznej dyspozycji;) Naturalnie usłyszeliśmy legendy związane z tym miejscem - rzekomo ukrywał się tu Władysław Łokietek. Na szczęście dopiero na końcu poznaliśmy tę o pająkach…
W Ojcowie wiele do oglądania nie ma, z zamku została brama wjazdowa, częściowo wieża i trochę gruzów, ale widok na dolinę bardzo ładny.
Wytrwale podążaliśmy nadal szlakiem czerwonym, trochę lasem, trochę ulicą, trochę polnymi drogami (nawiasem mówiąc grząskimi z powodu błota).

Dotarliśmy do Grodziska, gdzie znajduje się dobry punkt widokowy i mały kościółek (naturalnie był zamknięty).
W końcu dotarliśmy do Pieskowej Skały, gdzie pokręciliśmy się trochę po dziedzińcu, bo zamek w poniedziałki i dni “poświąteczne” jest zamknięty - nie mam pojęcia dlaczego… Naturalnie obejrzeliśmy także maczugę Herkulesa.
Potem przeszliśmy przez walący się mostek i dalej szlakiem żółtym staraliśmy się dotrzeć przez Sąspów do Jerzmanowic. Nie będę ukrywała, że znów trochę źle skręciliśmy i powrót trwał o godzinę dłużej niż powinien;))) Ale co się nachodziliśmy, to nasze;)))
Szkoda tylko, że oznakowanie szlaków pozostawia tak dużo do życzenia. Osobom, które tak jak jak potrafią się zgubić nawet w galerii handlowej, nie jest łatwo, oj nie jest…
Więcej zdjęć tutaj:
![]() |
| Ojców |
PS. W zeszłym roku pisałam o wycieczce w Pieniny.




