Bycie anty w dobrym tonie
Czy tylko ja mam wrażenie, że mniej więcej co dziesiąta osoba, którą mijam na ulicy nosi arafatkę? W sklepach jest naprawdę duży wybór szalików, chust i apaszek, a zatem widocznie wybierają te właśnie świadomie. Świadomi mody, ale czy świadomi symbolu?
Kefija noszona jest w krajach arabskich, również przez terrorystów, i z nimi jest kojarzona. Oczywiście nie wszyscy “bojownicy o wolność” to przestępcy, ale znacząca większość tak.
Osobę noszącą taki czy inny symbol utożsamia się przecież z tym, co ten symbol reprezentuje, z czym się kojarzy i z tym, kto jeszcze się nim posługuje. Ja nie rozumiem, dlaczego te chusty są modne w takiej np. Polsce, bo mnie kojarzą się źle.
To samo było z Che Guevarą na koszulkach. Przecież to był po prostu morderca i zbrodniarz. Ale kto by się tym przejmował, skoro jego twarz na ciuchach sugeruje niezależność i postępowość tak przyodzianego kontestatora rzeczywistości.
Teraz najbardziej na czasie jest protestowanie przeciwko sytuacji w Tybecie i nawoływanie do bojkotu towarów wyprodukowanych w Chinach.
Naturalnie chyba każdy z nas potępia zachowanie tego państwa, ale tak naprawdę niewiele możemy zrobić. Chiny bardzo wiele znaczą dla światowej gospodarki i światowych mocarstw, tak że poważnych międzynarodowych protestów spodziewać się nie można, nie na szczeblu dyplomatycznym, politycznym, nie mówiąc już o interwencji. Można oczywiście nosić jakiś znaczek, oflagować się itd., ale bojkotowanie towarów wyprodukowanych w Chinach, wytwarzanych przecież także przez zagraniczne koncerny, nawet polskie, jest nonsensem.
Po pierwsze jest trudne - bo naprawdę mnóstwo rzeczy stamtąd sprowadzamy, po drugie jest drogie - te towary są znacznie tańsze. Ktoś zaproponował, żeby bojkotować produkty sponsorów olimpiady: coca-colę i adidasa. Śmieszne, przecież te firmy nie wybierają miejsca, w którym odbywają się igrzyska, tylko MKOL. Dotowałyby olimpiadę, gdziekolwiek by się odbywała.
Dziennikarze nieustannie nagabują sportowców, którzy pojadą do Chin, pytając, jak zaprotestują przeciwko sytuacji w Tybecie. Czy wejdą na podium, co powiedzą na konferencji prasowej, czy przypną sobie coś do koszulki itd. Bez przesady. Nie możemy na nich delegować naszego sprzeciwu, naszych politycznych postaw i wymagać żeby ryzykowali utratę tytułu, na który pracowali latami.
Ktoś powiedział w radiu, że dużo większe znaczenie będzie miało zetknięcie zwykłych Chińczyków ze zwykłymi gośćmi z zagranicy, z inną kulturą, z innym sposobem bycia i życia. Zobaczą, że może być inaczej. I mnie się wydaje, że miał słuszność. Może to akurat zaowocuje .. kiedyś.
No ale nawoływanie do bojkotu jest w dobrym tonie i jest proste (nawoływanie, nie bojkot), a apogeum nastąpi pewnie w czasie igrzysk. Można się dowartościować i zapracować na odpowiednią opinię w otoczeniu i to bez większego wysiłku.
mam wrażenie że czasem zczytujesz dane z mojego mózgu :)
a na poważnie, te arafatki to nie jakaś moda po ju ken dens w tvn?
Komentarz autor brocha — piątek, 18.04.2008 @ 7:13
Podejmując bojkot gospodarczy Chin nie pomożemy Tybetańczykom, a tylko zaszkodzimy zwykłym Chińczykom, którzy stracą pracę.
Poza tym wszyscy chętni do bojkotowania pewnie zmieniliby zdanie, gdyby dowiedzieli sie o ile drożej będą musieli płacić za wiele artykułów. Argument pieniądza najskuteczniej wszelkiego rodzaju idealizmy sprowadza do właściwego poziomu.
Komentarz autor lunetarius — piątek, 18.04.2008 @ 12:40
Terroryzm i Che Guevara a Tybet to chyba jednak nie “to samo”! Nie wrzucaj tego do jednego wora bo to spore przegięcie. Zgadzam się jednak że nawoływanie do bojkotu niektórych produktów jest co najmniej naiwne.
Komentarz autor unicorn108 — piątek, 18.04.2008 @ 14:17
->brocha, nie wiem, ja żadnych tych tańców nie oglądałam i widzieć nie chcę:)
->lunetarius, no niestety pieniądz w dużym stopniu rządzi naszym życiem, co innego może twierdzić tylko ten, kto o nich myśleć nie musi.
->unicorn108, nie napisałam, że to to samo, nie porównywałam zdarzeń, ale postawę niektórych osób wobec nich. A postawa ta polega na tym, że “zbuntują” się przeciwko wszystkiemu, o czym się akurat mówi, o ile będzie im z tym do twarzy i o ile nie będzie to wymagało zbyt dużych wysiłków z ich strony.
Komentarz autor elenoir — niedziela, 20.04.2008 @ 17:57
@Elenoir:
A ja ma wrażenie, że te arafatki i Che Guevary biorą się z niewiedzy i niechęci do myślenia. Podejrzewam, że gdyby wśród noszących podobizny Che na koszulce zrobić sondaż, to bardzo niewielka część wiedziałaby, kto to był…
A Tybet… Taka moda. Problem Tybetu istnieje od bardzo dawna i nagle teraz wszyscy się nim zainteresowali i wszyscy chcą bojkotować Chiny. Pomysłu bojkotu sponsorów nawet nie skomentuję (choć maksymalnym idiotyzmem, jaki usłyszałem, był pomysł bojkotowania sponsorów polskiej reprezentacji…)
Komentarz autor doodge — poniedziałek, 21.04.2008 @ 8:22
@Elenoir:
dobrze napisane !
- a czy Tybetańczycy dołączą do terrorystów, zobaczymy - na razie wybijają szyby w sklepach Chińczyków…
Co do protestów na zawołanie - to paradoks baraniego ogona, zdecydowanie lepiej być baranem, niż zawsze podążać za nim.
pozdrowienia
Komentarz autor poltiser — poniedziałek, 21.04.2008 @ 19:09
poczatkowo widzac taka ilosc arafatek takze myslalem ze to jakas forma protestu…niestety okazalo sie ze to jest modne…
Komentarz autor Napoleonid — poniedziałek, 28.04.2008 @ 19:53
Czytałem już dawno i tak sobie w duchu zadawałem pytanie — co w tym dziwnego? Jest w ludziach przekora. Zwłaszcza w młodych. I w sumie chyba dobrze, nawet jeśli często jest ona źle ulokowana, czy pozwala na łatwe poczucie samozadowolenia.
Komentarz autor pak4 — środa, 30.04.2008 @ 8:06
Czytając Twoje przemyślenia Elenoir przypomniał mi się kawałek “List do Che” w wykonaniu Grabaża i S-ki (którą polecam).
Świat niestety od wieków… od zawsze? kieruje się zasadą, że biznes jest ważniejszy od ludzi. Czasami widzi się przejawy, kiedy niektórzy ludzie (instytucje, państwa itd.) próbują, to zmieniać. Jednak zazwyczaj znajdują się inni, którzy nie ma problemów natury moralnej i dla nich liczy się zysk. W takich sytuacjach niestety ta pierwsza sporo traci. Sprowdza się to czasem do zmienienia sensu działania i powstaje farsa (m.in. w takich wypadkach jak Tybet większość działań są pokazówką).
Co do walki z Chinami. Walka z produktami made in China jest możliwa, ale na poziomie państw/korporacji i to tylko w wypadku niektórych produktów. Konsument zwłaszcza w wypadku rzeczy składających się z wielu elementów nie jest w stanie sprawdzić co i gdzie zostało wyprodukowane. Nawet jeśli w danym państwie doda się tylko małą pierdułkę, to jako całość jest to produkt tego państwa.
Komentarz autor qfajka — wtorek, 13.05.2008 @ 22:04
Oj, qfajka, naiwny jesteś. Postaw sobie pytanie, czy ty, gdybyś był przedsiębiorcą, troszczyłbyś się o zyski swojej firmy, czy o dobro konkurencji? A gdybyś np. splajtował, to straciłbyś swój dorobek, a twoi pracownicy staliby się bezrobotni i nie mieliby np. czym nakarmić dzieci itd. itd. Czy ciebie i ich pocieszyłby fakt, że sytuacja konkurenta się poprawiła?
Większość osób mając do wyboru droższy towar, wyprodukowany w firmie przestrzegającej wszystkich przepisów prawa pracy i BHP, płacącej godziwe pensje pracownikom, oraz produkt tańszy, wytworzony przez chińskie dzieci, wynagradzane przysłowiową “miseczką ryżu dziennie”, wybierze i wybiera to drugie.
W Polsce (zresztą gdzie indziej zwykle też) nadal konkuruje się głównie ceną, znacznie rzadziej jakością. A produkty chińskie są stosunkowo tanie.
Komentarz autor elenoir — czwartek, 15.05.2008 @ 19:15