Obywatel kontra urzędnik
Czytałam ostatnio o dwóch sprawach, które jasno pokazują, jaki stosunek mają urzędnicy do obywateli i vice versa.
Mieszkańcy Kabat posadzili trochę krzewów między blokami. Początkowo chcieli to zrobić legalnie, poszli grzecznie do urzędu, ale, jak wynika z artykułu, urząd kazał im się zgłosić za 7 lat. Obywatele nie składali broni i uzyskali z dzielnicowej delegatury wydziału architektury warunki zabudowy, co w ich mniemaniu oznaczało zgodę na urządzenie parku. Urzędnicy twierdzą natomiast, że warunki zabudowy obligują obywateli do stworzenia projektu i wystąpienia o zgodę na jego budowę.
Nie znam się na tym, więc nie wiem, kto ma rację. W każdym razie mieszkańcy trochę krzewów posadzili, oznakowali je specjalnymi palikami, i pisali pisma…
Nastało wiosenne koszenie trawników i krzewy, mimo oznakowań, zniszczono. Urzędnicy twierdzą, że stało się to przypadkiem. I tu, uwaga, chyba cytat roku, autorstwa rzeczniczki urzędu Ursynowa pani Barbary Mąkosy-Stępkowskiej, dotyczący operatorów kosiarek:
Bez względu na to, kto ma słuszność, jasne jest, jaki punkt widzenia przyjmują urzędnicy, w każdym razie niektórzy z Ursynowa: coś, co nie powstało w wyniku wielomiesięcznych obrad, setek decyzji, obfitej korespondencji i nie pobłogosławione dziesiątkami pieczątek i parafek nie ma prawa istnieć i, co więcej, nie istnieje.
Głośno ostatnio w Krakowie o właścicielu kamienicy przy u. Karmelickiej, który bez żadnych urzędniczych pozwoleń remontuje poddasze zabytkowego budynku i przy okazji podwyższa go o 1,5 metra. Co więcej, właściciel ów, Ryszard Mól, zrobił to świadomie i koszty ewentualnych kar czy procesów wliczył w koszty. Uzyskiwanie pozwoleń, jego zdaniem, trwałoby latami. A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że remont trwa od sierpnia 2007, a wojewódzki konserwator zabytków zorientował się dopiero teraz, kiedy prace budowlane już się prawie skończyły. Gdzie był i co robił w sierpniu ubiegłego roku?
Zastanawiam się nad sensem utrzymywania tego stanowiska, skoro legalne było postawienie Sheratona koło Wawelu albo Galerii Krakowskiej zaraz obok dworca PKP i budynku poczty. Skoro kamienice w centrum są zapaskudzone okropnymi szyldami i reklamami. Konserwator tylko się oburza. Pytanie - czy może i chce zrobić coś konkretnego?
Nie mam jednoznacznej opinii o tej sprawie. Z jednej strony obywatel złamał prawo, z drugiej strony tempo i jakoś pracy urzędników wręcz ludzi do tego zachęca.
Wielką naiwnością byłoby spodziewanie się po urzędnikach bicia w piersi czy obietnic poprawy.
Janusz Markiewicz, również właściciel kamienicy w centrum, napisał do GW list, w którym gratuluje Ryszardowi Molowi realizmu i odwagi. Przyznaje również, że sam się nimi nie wykazał i dlatego już od 3,5 roku czeka na uzyskanie pozwolenia na budowę. Gazeta.pl list opublikowała i urzędnicy zareagowali błyskawicznie. Szkoda, że nie jakieś 3 lata wcześniej.
- Tuż po publikacji mojego listu zaproszono mnie na rozmowę do wydziału architektury. Kiedy zapytałem, dlaczego wcześniej nikt do mnie nie zadzwonił, usłyszałem, że nie mieli numeru telefonu. Okazuje się, że jego zdobycie to jednak nie problem. Do tego urzędniczka, która prowadziła moją sprawę, jest na dwumiesięcznym urlopie. Wygląda na to, że moje problemy się kończą! - cieszy się Markiewicz.
Widocznie załatwianie czegokolwiek w urzędzie (który utrzymujemy z naszych podatków) najlepiej zacząć w redakcji poczytnej gazety… Może więc powinniśmy finansować prasę, a nie urzędy?
No cóż - w pierwszym przypadku małpią złośliwość urzędu widać gołym okiem.
Komentarz autor lehoo — piątek, 16.05.2008 @ 14:28
Wzrok urzędnika jest inny (lepszy) niż wzrok obywatela. To jest wzrok zgodny z prawem.
Komentarz autor dru' — sobota, 17.05.2008 @ 13:48
Przed laty wracałem z urlopu nad morzem i traf chciał, że słuchałem audycji Janusza Weissa pt. “Dzwonie do Pana, Pani w nietypowej sprawie”. Dyskutowana była sprawa podatków od pojazdów i wliczenia ich w cenę benzyny. Mówiono o wielkości pojazdów, skutkach zużycia drogi przez nie i konieczności właściwego wyliczenia podatku. Ktoś wrzucił wątek chodzenia po chodnikach i innego opodatkowania butów męskich i damskich szpilek. Weiss powiedział wtedy coś, co zapadło mi głęboko w pamięć: Ciszej proszę Pana, bo nie ma takiej głupoty, takiego idiotyzmu, na który wcześniej, czy później nie wpadną urzędnicy.
Komentarz autor lunetarius — niedziela, 18.05.2008 @ 12:56