Archiwum dla październik 2008
Poziom czwartej władzy
Kilka ostatnich dni to żenujący spektakl, jaki urządzili nam wspólnie politycy i dziennikarze z tak przecież ważnego szczytu UE w Brukseli. Kiedy tylko poruszano ten temat w radiu/tv – zmieniałam stację/kanał. Nie czytałam o tym w internecie, choć nagłówki miały być z założenia sensacyjne.
Dziennikarze (w każdym razie większość) podchwycili temat i podgrzewali atmosferę – choć starałam się tego nie zauważać, to musiałam coś na ten temat usłyszeć. Ja rozumiem, taka praca, ale bez przesady! W ogóle dostrzegam wśród przedstawicieli tego zawodu coraz większą niekompetencję i ignorancję oraz kompletny brak obiektywizmu. Ja oczywiście mogę to piętnować, jeśli sprawa dotyczy rzeczy, o których coś wiem.
Kilka dni temu gazeta.pl miała na swojej stronie link pt. mniej więcej “Za stara na lokatę” (nie podlinkuję, bo artykuł jest już w archiwum). 76letnia pani chciała sobie założyć w BOŚ lokatę, ale ze względu na wiek nie było to możliwe – była to lokata “opakowana” w polisę na życie. Dziennikarz też o tym wspomniał, ale jakoś tak pod koniec, a wymowa artykułu wskazywała, że się z tą panią całkowicie solidaryzuje.
Inna sprawa, też chyba gazeta.pl (często zaglądam na ten portal, ale pewnie wszędzie jest tak samo). Dziennikarz podniósł alarm, bo jego i bohaterki jego pisaniny zdaniem, owa pani została ukarana za to, że za wcześnie spłaciła ratę. Wielkie było ich wspólne oburzenie. A chodziło o kartę kredytową, gdzie sposób spłaty jest ściśle określony w regulaminie. Dziennikarz powinien napisać wprost, że pani nie miała racji, nie zapoznała się, choć powinna, z regulaminem i TOiP i np. wyjaśnić czytelnikom jak działa karta kredytowa i że trzeba czytać to, co się podpisuje (zanim się podpisze!!!). To by się ludziom chyba bardziej przydało.
A już jak słyszę Jacka Żakowskiego wypowiadającego się o podatkach… Część jego tekstów jest niezła (czasami), ale nie te na tematy ekonomiczne. W ogóle prawie całe TOK FM to jacyś socjaliści – nic tylko o polityce i sprawiedliwości społecznej słyszę.
Ale czego się można spodziewać, skoro Fakt i Super Express mają tylko czytelników…
Babie lato w Pieninach
Opisywałam już kiedyś wycieczkę w Pieniny, ale wznawiam temat, ponieważ wczoraj wybraliśmy się tam ponownie. Świetna pogoda, piękne widoki, złota polska jesień.
Najpierw kilka obrazków, potem informacje praktyczne.
Teraz część użyteczna.
Z Krakowa do Nowego Targu pojechaliśmy Szwagropolem, z przystanku AGH o 7:41 w niedzielę (koszt biletu 18 zł). Na miejscu po ok. 10 minutach przesiedliśmy się w lokalny pekaes do Sromowców Niżnych (5,5 zł); odjeżdża o 9:20.
Ok. godz. 10 wysiedliśmy na przystanku Hałuszowa (następny po przystanku na skrzyżowaniu w Czorsztynie). W pobliżu nie ma żadnych zabudowań, ale jest piękny widok na słowackie Tatry. Przeszliśmy na drugą stronę jezdni i przez chwilkę szliśmy poboczem w kierunku lasu.
Doszliśmy do niebieskiego szlaku, który prowadzi głównie przez las i kilka polanek czy łąk. Bardzo malownicze widoki i niemal żadnych turystów poza nami. Brak jakiś stromych podejść – trasa lekka łatwa i przyjemna. Co prawda trochę się zgubiliśmy – nie zauważyliśmy skrętu szlaku w lewo, ale w końcu powróciliśmy na właściwą ścieżkę.
Ok. południa dotarliśmy na przełęcz Szopka. Tu oczywiście ludzi było dużo więcej – większość odpoczywała po wspinaczce od strony Krościenka albo Sromowców, przed wejściem na Trzy Korony. My je sobie w tym roku darowaliśmy. Po kilkunastu minutach konsumpcji i podziwiania widoków ruszyliśmy żółtym szlakiem w dół.
Po pewnym czasie niebieski szlak odbija w lewo i pnie się trochę w górę, ale bez przesady. Bardziej niebezpieczne miejsca otoczone są barierkami. Chodzi o naprawdę strome ściany. Za to roztaczają się z nich piękne widoki na masyw Trzech Koron, przełom Dunajca, i dalej – Tatry. Trasa nie jest monotonna – raz szliśmy w górę, raz w dół, zdarzają się ławeczki, na których można odpocząć i coś zjeść:)
Wstęp na Sokolicę jest płatny (4 zł), a po uiszczeniu opłaty czekała nas kilkuminutowa wspinaczka na szczyt. Oczywiście było tam sporo ludzi, część siedziała za barierkami, ale za to wszyscy (my też) fotografowali słynną reliktową sosnę, obecną na każdej niemal pocztówce z Pienin.
Po kilkunastu minutach kontemplowania widoków i robieniu zdjęć ruszyliśmy nadal niebieskim szlakiem w kierunku Szczawnicy. Wiedzie on cały czas w dół, lasem. W miarę upływu czasu i drogi coraz wyraźniej słychać szum Dunajca, ale i ruch samochodowy.
Po ok. 40 minutach byliśmy na dole i za 1,5 zł od osoby przepłynęliśmy “promem” (czyli niewielką drewnianą łódką) na drugą stronę rzeki.
Nadmienię, że zaraz po drodze jest toaleta:)
Zjedliśmy kolejną część prowiantu i zaczęliśmy szukać dworca PKS, przepytując autochtonów. Tu niespodzianka – kasa biletowa nie działała, a zresztą i tak bilety na najbliższy autobus do Krakowa na 17:10 zostały sprzedane. No to cóż, nie chciało nam się stać 3 godziny, poczekaliśmy zatem na autobus na 18:30, którego kierowca sprytnie podjechał pół godziny przed odjazdem, z tabliczką “Zakopane” z przodu. Koszt 15 zł. Na szczęście byliśmy jednymi z pierwszych, którzy przejrzeli knowania tego pana i siedzieliśmy (sporo osób stało). Po trzech godzinach byliśmy w Krakowie.
Podsumowując – wycieczka się udała i polecam naszą trasę na jednodniową wycieczkę.
Ministerstwo natury
Z oburzeniem usłyszałam dzisiaj w radiu (a potem przeczytałam w internecie) wypowiedź pani min. Kopacz na temat darmowego znieczulenia dla rodzących kobiet.
Budżetu państwa nie stać na to, by zapewnić Polkom darmowe znieczulenie przy porodzie. Poród to fizjologia i tak nas, kobiety stworzyła natura, że pewne rzeczy powinny się odbywać jej siłami – mówi w “Dzienniku” minister zdrowia Ewa Kopacz.
Minister zdrowia odpowiedziała w ten sposób na wystosowane 10 dni temu pismo Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, które w imieniu kobiet zaapelowało o refundację znieczulenia podczas porodu.
Według Kopacz, gdyby znieczulenie było za darmo, to szpitale musiałyby zapewnić pacjentkom obsługę anestezjologów w zakresie o wiele większym niż obecnie. A anestezjologów jest zbyt mało.
[źródło: gazeta.pl]
Ja bym jeszcze była ostatecznie w stanie zrozumieć, gdyby pani minister powiedziała, że po prostu nie ma obecnie na to pieniędzy, lekarzy, że jej przykro itd. i że jak tylko środki się znajdą (o co się postara), to będą darmowe znieczulenia dla wszystkich, a nie tylko dla tych zamożniejszych (no i jak to się ma do bezpłatnej służby zdrowia, którą rzekomo teraz mamy?).
Ale nie, pani Kopacz uważa najwyraźniej, że ból to rzecz całkowicie naturalna, wręcz kwintesencja kobiecości. Dostrzegam tutaj jednak pewną “małą” niekonsekwencję pani minister. Skoro pewne procesy fizjologiczne są nieuniknione i właściwe człowiekowi, to po co w ogóle kogokolwiek leczyć? Nad chorobą trzeba przejść do porządku dziennego, uznać ją za dopust boży (a może bożą łaskę?), a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na opłaty dla szpitalnych kapelanów za duchową opiekę nad cierpiącymi?
Nie rozumiem postawy pani minister. Sama jest kobietą i podobno ma córkę. Niech sobie wyobrazi, że jej córka rodzi dziecko przez kilka godzin i bardzo cierpi, a ona nie może jej w żaden sposób pomóc, bo ją na to nie stać, bo musi wybierać między np. jedzeniem i anestezjologiem. Przecież nawet na zwykły ból głowy bierzemy tabletki, a tego z porodem nie można przecież w ogóle porównywać! Zawsze sądziłam, że to, co głównie odróżnia kobiety od mężczyzn, to empatia. U pani Kopacz cecha ta zdaje się nie występować w ogóle, stąd mam pewne wątpliwości…
Kobiety w życiu i tak nie mają łatwo. Nie chodzi tutaj jednak o jakieś specjalne uprawnienia, przywileje, ale o szacunek i poszanowanie kobiecej godności.





