Moje słuszne poglądy na wszystko:)

Babie lato w Pieninach

z 3 komentarzami

Opisywałam już kiedyś wycieczkę w Pieniny, ale wznawiam temat, ponieważ wczoraj wybraliśmy się tam ponownie. Świetna pogoda, piękne widoki, złota polska jesień.
Najpierw kilka obrazków, potem informacje praktyczne.

Teraz część użyteczna.

Z Krakowa do Nowego Targu pojechaliśmy Szwagropolem, z przystanku AGH o 7:41 w niedzielę (koszt biletu 18 zł). Na miejscu po ok. 10 minutach przesiedliśmy się w lokalny pekaes do Sromowców Niżnych (5,5 zł); odjeżdża o 9:20.

Ok. godz. 10 wysiedliśmy na przystanku Hałuszowa (następny po przystanku na skrzyżowaniu w Czorsztynie). W pobliżu nie ma żadnych zabudowań, ale jest piękny widok na słowackie Tatry. Przeszliśmy na drugą stronę jezdni i przez chwilkę szliśmy poboczem w kierunku lasu.

Doszliśmy do niebieskiego szlaku, który prowadzi głównie przez las i kilka polanek czy łąk. Bardzo malownicze widoki i niemal żadnych turystów poza nami. Brak jakiś stromych podejść – trasa lekka łatwa i przyjemna. Co prawda trochę się zgubiliśmy – nie zauważyliśmy skrętu szlaku w lewo, ale w końcu powróciliśmy na właściwą ścieżkę.

Ok. południa dotarliśmy na przełęcz Szopka. Tu oczywiście ludzi było dużo więcej – większość odpoczywała po wspinaczce od strony Krościenka albo Sromowców, przed wejściem na Trzy Korony. My je sobie w tym roku darowaliśmy. Po kilkunastu minutach konsumpcji i podziwiania widoków ruszyliśmy żółtym szlakiem w dół.

Po pewnym czasie niebieski szlak odbija w lewo i pnie się trochę w górę, ale bez przesady. Bardziej niebezpieczne miejsca otoczone są barierkami. Chodzi o naprawdę strome ściany. Za to roztaczają się z nich piękne widoki na masyw Trzech Koron, przełom Dunajca, i dalej – Tatry. Trasa nie jest monotonna – raz szliśmy w górę, raz w dół, zdarzają się ławeczki, na których można odpocząć i coś zjeść:)

Wstęp na Sokolicę jest płatny (4 zł), a po uiszczeniu opłaty czekała nas kilkuminutowa wspinaczka na szczyt. Oczywiście było tam sporo ludzi, część siedziała za barierkami, ale za to wszyscy (my też) fotografowali słynną reliktową sosnę, obecną na każdej niemal pocztówce z Pienin.

Po kilkunastu minutach kontemplowania widoków i robieniu zdjęć ruszyliśmy nadal niebieskim szlakiem w kierunku Szczawnicy. Wiedzie on cały czas w dół, lasem. W miarę upływu czasu i drogi coraz wyraźniej słychać szum Dunajca, ale i ruch samochodowy.

Po ok. 40 minutach byliśmy na dole i za 1,5 zł od osoby przepłynęliśmy “promem” (czyli niewielką drewnianą łódką) na drugą stronę rzeki.

Nadmienię, że zaraz po drodze jest toaleta:)

Zjedliśmy kolejną część prowiantu i zaczęliśmy szukać dworca PKS, przepytując autochtonów. Tu niespodzianka – kasa biletowa nie działała, a zresztą i tak bilety na najbliższy autobus do Krakowa na 17:10 zostały sprzedane. No to cóż, nie chciało nam się stać 3 godziny, poczekaliśmy zatem na autobus na 18:30, którego kierowca sprytnie podjechał pół godziny przed odjazdem, z tabliczką “Zakopane” z przodu. Koszt 15 zł. Na szczęście byliśmy jednymi z pierwszych, którzy przejrzeli knowania tego pana i siedzieliśmy (sporo osób stało). Po trzech godzinach byliśmy w Krakowie.

Podsumowując – wycieczka się udała i polecam naszą trasę na jednodniową wycieczkę.

Written by elenoir

poniedziałek, 13.10.2008 @ 23:24

Odpowiedzi: 3

Subscribe to comments with RSS.

  1. Ech, uwielbiam takie miejsca gdzie widoki piękne, a tuzin rąk się do turysty wyciąga. I wszystkie puste.

    Lehoo

    wtorek, 14.10.2008 at 8:53

  2. To jedna z niewielu przewag Krakowa nad Warszawą, bliskość gór;). Oglądam zdjęcia i nie dziwię się, że chcieliście tam wrócić…

    ith

    wtorek, 14.10.2008 at 12:04

  3. [...] Edycja z dn. 21.10.2008: Ponownie byliśmy w Pieninach, szliśmy inną trasą, opis znajduję się tutaj [...]


Napisz odpowiedź