Moje słuszne poglądy na wszystko:)

czwartek, 17.04.2008

Bycie anty w dobrym tonie

Kategoria wpisu: Uncategorized — Tagi:, , , , , , , — elenoir @ 22:59

Czy tylko ja mam wrażenie, że mniej więcej co dziesiąta osoba, którą mijam na ulicy nosi arafatkę? W sklepach jest naprawdę duży wybór szalików, chust i apaszek, a zatem widocznie wybierają te właśnie świadomie. Świadomi mody, ale czy świadomi symbolu?

Kefija noszona jest w krajach arabskich, również przez terrorystów, i z nimi jest kojarzona. Oczywiście nie wszyscy “bojownicy o wolność” to przestępcy, ale znacząca większość tak.

Osobę noszącą taki czy inny symbol utożsamia się przecież z tym, co ten symbol reprezentuje, z czym się kojarzy i z tym, kto jeszcze się nim posługuje. Ja nie rozumiem, dlaczego te chusty są modne w takiej np. Polsce, bo mnie kojarzą się źle.

To samo było z Che Guevarą na koszulkach. Przecież to był po prostu morderca i zbrodniarz. Ale kto by się tym przejmował, skoro jego twarz na ciuchach sugeruje niezależność i postępowość tak przyodzianego kontestatora rzeczywistości.

Teraz najbardziej na czasie jest protestowanie przeciwko sytuacji w Tybecie i nawoływanie do bojkotu towarów wyprodukowanych w Chinach.

Naturalnie chyba każdy z nas potępia zachowanie tego państwa, ale tak naprawdę niewiele możemy zrobić. Chiny bardzo wiele znaczą dla światowej gospodarki i światowych mocarstw, tak że poważnych międzynarodowych protestów spodziewać się nie można, nie na szczeblu dyplomatycznym, politycznym, nie mówiąc już o interwencji. Można oczywiście nosić jakiś znaczek, oflagować się itd., ale bojkotowanie towarów wyprodukowanych w Chinach, wytwarzanych przecież także przez zagraniczne koncerny, nawet polskie, jest nonsensem.

Po pierwsze jest trudne - bo naprawdę mnóstwo rzeczy stamtąd sprowadzamy, po drugie jest drogie - te towary są znacznie tańsze. Ktoś zaproponował, żeby bojkotować produkty sponsorów olimpiady: coca-colę i adidasa. Śmieszne, przecież te firmy nie wybierają miejsca, w którym odbywają się igrzyska, tylko MKOL. Dotowałyby olimpiadę, gdziekolwiek by się odbywała.

Dziennikarze nieustannie nagabują sportowców, którzy pojadą do Chin, pytając, jak zaprotestują przeciwko sytuacji w Tybecie. Czy wejdą na podium, co powiedzą na konferencji prasowej, czy przypną sobie coś do koszulki itd. Bez przesady. Nie możemy na nich delegować naszego sprzeciwu, naszych politycznych postaw i wymagać żeby ryzykowali utratę tytułu, na który pracowali latami.

Ktoś powiedział w radiu, że dużo większe znaczenie będzie miało zetknięcie zwykłych Chińczyków ze zwykłymi gośćmi z zagranicy, z inną kulturą, z innym sposobem bycia i życia. Zobaczą, że może być inaczej. I mnie się wydaje, że miał słuszność. Może to akurat zaowocuje .. kiedyś.

No ale nawoływanie do bojkotu jest w dobrym tonie i jest proste (nawoływanie, nie bojkot), a apogeum nastąpi pewnie w czasie igrzysk. Można się dowartościować i zapracować na odpowiednią opinię w otoczeniu i to bez większego wysiłku.

Blog at WordPress.com.